![]()
Nie tak miało być. Miałem kończyć reIGNITION, nadrabiać filmy i uczyć się. Zamiast tego nieomal cały weekend spędziłem ze Złą Kompanią. Cholera chyba znowu się uzależniłem. Ech, gdyby mój przyjaciel nie zabrał mnie w piątek do sklepu…
Po uporaniu się z instalacją (z 10 wersji językowych gry do wyboru), drogą tradycji, postanowiłem singla ustrzelić jako pierwszego i udało mi się to po jakichś 7 godzinach. Nie było to epickie doświadczenie rodem z Modern Warfare, ani jednoosobowy multi z oryginalnego Bad Company, ale coś pomiędzy, mieszające nieco swobody i nieco skryptów. Trudno zaprzeczyć, że chłopaki z DICE nie mają dużego doświadczenia przy tworzeniu kampanii dla jednego gracza, popełniając w znakomitej większości gry wieloosobowe. I tak co-op wydawałby się nader wskazany, skryptowane momenty lepsze i mniej „śmierciogenne”, humor mniej wymuszony, a scenariusz ambitniejszy. Wypadałoby też wyjść kiedyś poza battlefieldowskie „jest wojna i ch.” No i co się stało ze złotem z jedynki?
*
No tak, singiel nie porywa, ale dużo wartości dodaje mu polski dubbing, a właściwie osoba Cezarego Pazury. Miałem sporo obaw odnośnie castingu tego pana, ale popularny Czarek to gwiazda programu. Jego wersja Sweetwatera jest nawet lepsza od oryginalnej! Innym celebrytem w składzie Złej Kompanii jest Mirosław Baka występujący jako piroman Haggard. Pokazuje klasę, ale nie jego winą jest, że nie do końca pasuje do postaci. Aktorzy stający za rolami pozostałej dwójki z drużyny, czyli sierżantem Redfordem i głównym bohaterem, Marlowem, wypadają mizernie. Zwłaszcza ten drugi cierpi na niedostatek warsztatowy, który słychać wyraźnie podczas monologów Prestona, tak przyjemnych w oryginale.
*
Tytułowe pole walki stanowi tym razem Ameryka Południowa. Od ośnieżonych szczytów, przez pustynię, po gęstą dżunglę – na różnorodność scenerii narzekać nie można. Arsenał który został przyznany graczowi do testów na stacjonujących tam Ruskach jest bogaty, szkoda tylko że właściwie identyczny ze sprzętem oryginalnego Bad Company. Myli się ten, który sądzi że konsolowy rodowód spłycił model strzelecki. Co to, to nie – jest on lepszy niż w Modern Warfare, gdyż nie opiera się tylko na przybliżaniu i waleniu fullauto, lecz na kontrolowanych seriach. Z drugiej strony syndrom „Czemu jeszcze nie leżysz?!” występuje zdecydowanie zbyt często. Ile razy widziałem, a nawet słyszałem, że przeciwnik otrzymał kulkę na łeb, ale nie powstrzymało go to od strzelania. W singlu wrogowie nie są najsprytniejsi, więc w sumie to nie problem, natomiast w multi jest już gorzej, zwłaszcza gdy wybraliśmy klasę inną niż szturmowiec z jego wiernym karabinem. Remedium na frustracje arsenałem jest tryb hardcore, ograbiający nas z takich dogodności jak celownik, czy minimapa, ale zwracający broniom honor jako maszynom do zabijania.
*
Wspomniany szturmowiec to jedna z czterech dostępnych klas, który oprócz likwidowania przeciwników zobowiązany jest uzupełniać kolegom amunicję. Gracz może spełnić się także jako medyk-wsparciowiec, snajper-zwiadowca oraz inżynier-grenadier. Jak widać klas jest mniej niż w poprzednich częściach, ale redukcja ta wyszła Battlefieldowi zdecydowanie na dobre, gra się nimi wybornie. Zanim jednak wybierzemy specjalizację, musimy zdecydowac się na któryś z czterech trybów. Zadania czekające na nas to utrzymywanie punktów kontrolnych (Conquist/Podbój), niszczenie, bądź bronienie ich (Rush/Gorączka) oraz pospolity Mecz Śmierci, rozgrywany w niepospolitych już składach po czterech. Jest też najmniej popularna, z racji swej kameralności, odmiana Rusha, gdzie ścierają się małe, także czteroosobowe drużyny – na nim zapewne skupią się rozgrywki klanowe. Dla zwykłych graczy trzy tryby w zupełności wystarczają, choć przydałaby się opcja blokowania użycia pojazdów.
*
No właśnie – pojazdy. Jak przystało na Battlefielda, Bad Company 2 oferuje całą ich gamę, oprócz standardów serwując także takie rodzynki jak skutery wodne czy quady. Samolotów niestety brak, ale podyktowane jest to małym rozmiarem map z limitem do 32 graczy (24 na konsolach). Chętnych na zniszczenie wrażych pojazdów jest tym razem więcej niż ongiś, gdyż nagrodę stanowi (prócz satysfakcji) suty bonus do punktów doświadczenia. Battlefield wzorem Modern Warfare 2 nagradza niemal za wszystko, nawet za zaraportowanie wroga, który później został zabity. Ultymatywną nagrodą za wysiłki w walce są nowe stopnie, bronie i odznaki, przy czym gra nie przyznaje ich tak szybko jak ostatnie Call of Duty, toteż w dwa dni po premierze nie spotkałem żadnego generała, ani nawet nikogo bliskiego tej rangi. Póki co różnice w szansach wielkie nie są z uwagi na świeżość Bad Company, ale przeglądając dostępne unlocki, można z całą pewnością stwierdzić, że początkujący będą mieli za kilka miesięcy ciężkie życie.
*
Dzięki felernemu epizodowi z matchmakingiem w Modern Warfare 2, przekonałem się jak dedykowane serwery wpływają na korzystny odbiór gry. Nie wiem jak konsolowy mogą się bez nich obejść! Niestety wyszukiwarka daleka jest od doskonałości. Skandaliczny brak szukania według IP, sporadyczne problemy z odświeżaniem, zbyt okrojone filtrowanie oraz nie działające pole nazwy. Znalezienie serwerów G4G (czekam na hardcore conquest!) zajęło mi sporo czasu. Ponadto, nie dość że znowu dostaliśmy megakiepski system login-to-twoja-ksywka, to często gra zamiast nas z kontem połączyć wywala komunikat o błędzie. Nie działająca przez znakomitą ilość czasu funkcja przyjaciół wydaje się być przy powyższych problemach mało istotna. Sytuacje tego typu to w DICE już tradycja.
*
O oprawie piszę dopiero teraz, a w zasadzie powinienem już wcześniej. Wszystko przez nową wersję silnika Frostbite, umożliwiającą całkowita destrukcję większości budynków. Chowając się za ścianą musimy brać pod uwagę, że za chwilę może już jej nie być, co wprowadza zupełnie nową jakość do rozgrywki. Przeniesienie engine’u na pecety sprawiło DICE wiele trudności, o czym świadczą nie tylko wysokie wymagania (zalecany Quad!), ale i mocna obsuwa darmowego Battlefielda 1943. No i wielka szkoda że zrezygnowano z kamerą z oczu po śmierci – teabagging stracił przez to na znaczeniu : ( W sferze muzycznej mamy kontynuację stylu zapoczątkowanego w jedynce, ale użycie ścieżki dźwiękowej jest cokolwiek oszczędne w singlu, a w multi nie ma jej wcale, za co spory minus. Poza tym, gdzie się podziały stacje radiowe? Gdzie radio Surf z harmonicą? No i gdzie do cholery kultowy motyw przewodni serii?
*
Niewesołą muzyczną sytuację ratuje genialny dźwięk. Bronie brzmią jak maszyny do zabijania, nie jak infinitywardowskie kapiszony, a efekt ogłuszenia to czysta poezja. Immersję z polem walki znakomicie zwiększają okrzyki rzucane przez wszystkich dookoła. Nic nie umknie ciętemu, żołnierskiemu językowi. Jeden przeklnie siarczyście po oberwaniu kulki, drugi zmobilizuje innych „Let the bodies hit the floor!”, a trzeci rzuci „Yo, payback” naprzykrzającemu się przeciwnikowi. Brakuje chyba tylko swojskiego „Ale urwał!” ;D
*
Battlefield Bad Company 2 to znakomity tytuł. Singiel nie powala, ale widać że przyłożono się do niego, nie traktując go jako dodatku do miażdżącego kule multiplayera. Skala rozwałki w trybie wieloosobowym przytłacza, gracz uciekający z walącego się budynku wpada wprost na wraży czołg, gdzie rozpaczliwie woła rakieciarzy, starając się w drodze do osłony uchronić przed ogniem snajperskim i ostrzałem z moździerzy. To trzeba przeżyć samemu! Zawczasu radzę jednak zaopatrzyć się w sporo wolnego czasu, gdyż wirtualne Pole Walki wciąga niemiłosiernie. I ty dołącz do Złej Kompanii Pecetowców przeciążających serwery DICE!
Chcący się bratać mogą znaleźć mnie pod pseudonimem TheMightySavagE, najczęściej na trzecim serwerze g4g, a spragnionych większych szczegółów odsyłam do obszernego betatestu.
*
TUTAJ możecie pobrać dzwonek na komórkę z głównym motywem przewodnim z Bad Company 1
Premiera - 5 marca 2010
Platforma - PC (testowana), X360 & PS3
Developer - DICE
Gatunek - FPS
Czas gry - 7h ++++
Średnia ocen w sieci - 90 %
Cena (sugerowana/rzeczywista/allegro) - 149 (rozbój)/129/120 zł (PC), 229/199/180 zł (X360, PS3)
Genialna reklama telewizyjna
Polska, nieco obciachowa reklama
Trailer premierowy, czyli symfonia destrukcji