Amnesia: Mroczny Obłęd

Amnesia: Mroczny Obłęd

Na łamach G4G.pl nie raz pojawił się artykuł o najnowszym i zarazem trzecim produkcie (nie licząc Penumbra: Requiem) szwedzkiego studia Frictional Games. Wynika z nich, że mocne strony opisywanego tytułu to: mroczna atmosfera, grywalność, nietuzinkowa fabuła, duże zarobki, nieodświeżane mięso w sklepach, sól drogowa na drogach zamiast w jedzeniu… Wybaczcie, coś pokręciłem. Sama gra jest zaiste trochę pokręcona.

Inność
Pierwsze z czym się zetkniemy po ustawieniu sterowania i obejrzeniu wstępu to mechanika gry. Grając w inne, bardziej popularne tytuły przyzwyczajamy się do macania otoczenia przy pomocy klawisza ustawionego jako „use/interact” albo do tego, że w pobliżu wszystko dzieje się samo. Różnica polega na tym, że tutaj faktycznie trzeba pomacać. Ręką, która jest jednocześnie kursorem. W ten właśnie sposób oddziałuje się na otoczenie w grze – podnosząc, obracając lub rzucając przedmioty, przekładając wajchy czy cokolwiek, co tylko dusza zapragnie. Miłośnicy podbiegania do świecących jak latarnia obiektów i wciskania klawisza mogą poczuć się trochę zagubieni, ale „łapka”  przypadła mi do gustu – system jest intuicyjny i szybko można się przyzwyczaić.
Pan Silnik graficzny to nie Frostbite czy Cry Engine, ale to, co stworzyła ekipa Frictional Games (jest ich aż pięciu) spełnia swoją rolę. Pruski zamek, w którym toczy się akcja aż zachęca do zwiedzania. Poszczególne pomieszczenia, sale, biblioteki wyglądają na pełne czegoś wartościowego i tak jakby ktoś jeszcze niedawno tam był, chociaż nie ma nikogo. Aż chciałoby się tam mieszkać. Z kolei mroczne i niezbyt zachęcające lochy pełne są grozy i przy uruchomieniu odrobiny wyobraźni można prawie poszczuć zapach stęchlizny.
Minusem jest odwzorowanie postaci, których spotykamy aż dwie. Wyglądają jakby były wycięte żywcem z jakiegoś obrazka i naklejone na kiepskiego manekina przy czym podobnie się poruszają, jeśli już to robią. Dlatego właśnie jakiekolwiek postaci, które moglibyśmy napotkać – nie pojawiają się, a to, co mają do powiedzenia to po prostu głos znikąd. Zapomnijcie, że istnieje coś takiego jak „motion capture” grając w Amnesia. Stwory też są nieźle powykręcane, ale nie oglądamy ich zbyt długo bo trzeba się przed nimi chować i nasłuchiwać aż sobie pójdą i znikną za rogiem bredząc coś pod nosem.

Z przewodnikiem czy bez?
Korytarz Fabuła jest również dosyć osobliwa, gdyż główny bohater – Daniel po prostu podnosi się z ziemi, nic nie pamięta i idzie za śladem czegoś co jest niby krwią, niby rozdeptaną szminką i boli go głowa. Po drodze natyka się na dziwne zjawiska nadprzyrodzone typu samo otwierające się drzwi, z których wieje papierami i głowa jeszcze bardziej go boli, dlatego musi zażyć lekarstwo. Brzmi jak „Kolejna Kretyńska Historyjka o Duchach” z Discovery ID, ale to tylko początek. Im dalej tym ciekawiej i mroczniej – w miarę postępu w grze dowiadujemy się dlaczego Daniel nic nie pamięta, ale był przezorny i po drodze zostawił swoje notatki – listy do samego siebie, w których opisuje co się wcześniej działo i dlaczego zdecydował się wypić miksturę pozbawiającą wspomnień. Pomysł ten sam w sobie jest bardzo ciekawy i już na starcie buduje pełną niepewności atmosferę, ponieważ w pierwszym liście dowiadujemy się, że trzeba zabić Alexandra, który obiecał pomóc Danielowi, ale w rzeczywistości wysługiwał się nim i zmuszał różnych potworności. W dodatku Daniela goni Cień, który to sam na siebie sprowadził. I tyle wystarczy. Reszty dowiecie się grając - to nie jest streszczenie. Dodam jeszcze tyle: im dalej tym ciekawiej.

Jest się czego bać?
Stół Jak już wcześniej wspomniałem, silnik graficzny został stworzony przy użyciu ograniczonych środków i nie daje zbyt wielu możliwości, ale ma to swoje dobre strony – producenci gry zamiast fajerwerków graficznych użyli wyobraźni i pomysłowości aby nieustannie budować napięcie. Mogę śmiało stwierdzić, że udało się (po raz trzeci i oby nie ostatni). W zamku panuje mroczna atmosfera grozy i presji potęgowana przeświadczeniem, że nie mamy zbyt wiele czasu zanim dogoni nas Cień. Dodatkowo Daniel jest nieuzbrojony, tak więc jedyny ratunek przed napotykanymi gdzieniegdzie zdeformowanymi sługami Alexandra to chowanie się po szafach lub gdzieś w ciemnym miejscu, aby nie mogli nas zobaczyć. To jednak nie wszystko, bo oprócz zdrowia liczy się również stan umysłu głównego bohatera – im dłużej siedzimy w ciemności, oglądamy Sługi i nadprzyrodzone zjawiska tym bardziej stajemy się obłąkani. Zapewniam, że jest na co popatrzeć. Kolejnym czynnikiem jest sama fabuła, w czasie rozwoju której dowiadujemy się kim jest lub był Daniel, co się z nim działo wcześniej i co go czeka. Los nie do pozazdroszczenia.

Spokojnej nocy
Gabinet Amnesia: Mroczny Obłęd to gra, w którą zdecydowanie gra się po ciemku. Po prostu psujemy sobie wrażenia gdy za oknem świeci Słońce, a ptaszki ćwierkają. Niezbyt rozbudowana, ale nietuzinkowa fabuła dodatkowo pobudza ciekawość, przez co droga przez stare zamczysko do nieznanego nie jest nudna, ale całkiem interesująca.  Co prawda dzieło Frictional Games znajduje się u mnie po za pierwszą piątką najstraszniejszych horrorów, ale kto lubi trochę się wystraszyć, nie będzie zawiedziony. Tym bardziej, że cena nie jest zbyt wygórowana. Za 40zł bez jednego grosza dostępna jest wersja pudełkowa z dodatkiem „Justine”, który nawiasem mówiąc jest kiepski. W każdym razie Amnesia jest warta każdego grosza z tych trzech tysięcy dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu (plus koszty wysyłki). Jak komuś mało to jest możliwość wczytania alternatywnej opowieści. W tym celu warto odwiedzić oficjalną stronę Frictional Games (niech nie przerazi Was jej wygląd), ponieważ 30.08.2011 opublikowali wyniki konkursu dotyczącego twórczości graczy.
 
Premiera - 8 września 2010 (Steam)
Platforma - PC (testowana), Mac OS X
Twórca - Frictional Games
Wydawca - Frictional Games (Steam), Cenega (Polska)
Gatunek - horror
Moja ocena- 7,5/10