Assassin's Creed: Brotherhood

Assassin's Creed: Brotherhood

Assassin’s Creed to jeden z najlepszych symboli, że w branży gier dzieje się wiele dobrego, a gracze nie samymi wojennymi strzelaninami żyją. Pierwsza odsłona serii była średnio udana pod względem mechaniki rozgrywki, ale wielomilionowa sprzedaż pozwoliła gigantycznej ekipie developerskiej z Montrealu rozwinąć ją znakomicie w drugiej części, a następnie popchnąć jeszcze dalej w kierunku doskonałości w najnowszej odsłonie, nazwanej Brotherhood. Sprawdźcie jak wiele dobrego przyniosła przeprowadzka bractwa Asasynów do Rzymu. 
Brotherhood jest bezpośrednim sequelem drugiego Assassin’s Creed, w centrum zainteresowania wciąż znajduje się Ezio Auditore da Firenze, włoski szlachcic, którego brutalne okoliczności zmusiły do zaangażowania się w konflikt ważący losy świata – Asasynów i Templariuszy. Kiedy wszystko zdawało się już iść po myśli dla Ezia i reszty pobratymców, na jego rezydencję w Monteriggioni znienacka napada Cesare Borgia, generał armii papieskich. Zajście to okazuje się tragiczne w skutkach dla bohaterów gry, Ezio postanawia wyruszyć do Rzymu, z planem rozprawienia się z całą rodziną Borgiów-Templariuszy raz na zawsze.
Renesansowe Koloseum w całej okazałości Gracz oczywiście nie wciela się bezpośrednio w Ezia, tylko w Desmonda, który w bardziej nam bliskim XXI wieku, korzysta z maszyny, zwanej Animusem, pozwalającej mu na dostęp do wspomnień swoich przodków. Owszem, większość czasu spędzimy w renesansowym Wiecznym Mieście, ale w każdej chwili możemy odłączyć się od całego ustrojstwa i rozprostować nogi. Wiele do roboty poza Animusem nie ma, ale to właśnie część fabuły z czasów obecnych jest dla serii kluczowa.
Wieść niesie, że połowa grających w drugiego „Asasyna” nie skończyła dość długiego, głównego wątku fabularnego. W Brotherhood podjęto kroki, aby zmienić ten przykry stan rzeczy i rozbito fabułę na więcej części. Dzięki temu samo dobrnięcie do napisów końcowych może zająć nam już jakieś 12 godzin, ale jeśli będziecie chcieli wykorzystać potencjał kampanii, to i 40 wam nie wystarczy. To o wiele więcej, aniżeli w dwójce, mamy więc grę i krótszą i dłuższą zarazem – świetny patent.
Ognisty zachód słońca
Co dodano? Poza głównym wątkiem, ukrytymi katakumbami, zleceniami od różnych gildii i rozmaitymi sekretami do odnalezienia, przyjdzie nam odbudować bractwo Asasynów, zniszczyć machiny wojenne Leonarda Da Vinci, czy zrewitalizować cały Rzym, znajdujący się de facto pod okupacją papieskiej rodziny - a i to nie wszystko, co możemy zrobić. Początkowe uczucie oszołomienia, charakterystyczne dla gier o otwartym świecie, jest aż nadto obecne.
Obojętnie co zdecydujemy zrobić, Brotherhood to absolutny killer-odkurzacz, wessie cię w swój renesansowy świat bez pardonu – ja dla przykładu mogę „poszczycić się” przeszło siedmiogodzinną, pojedynczą sesją.  Zapierałem się ile mogłem, wszak miałem wrażenie, iż godzin spędziłem trzy. Przecieranie oczu na nic się jednak zdało, Raptor był nieubłagany, liczba siedem widniała czarno na białym.
Rzecz, która najbardziej „wygrała mnie” w ACB to walka, jeden z głównych przedmiotów do narzekań w poprzednich odsłonach. Cóż, tym razem przeciwnicy również przez większość czasu oczekują na cios, miast atakować, ale potrafią teraz chwycić nas w nieoczekiwanym momencie, zgrabnie uskoczyć, czy zaatakować podczas animacji zabijania innego przeciwnika. Ezia wyposażono w remedium na te problemy, teraz, po każdym udanym zabójstwie, mamy możliwość wejścia w „taniec śmierci”, rażący okolicznych wrogów jednym, celnym ciosem. Przy kapitalnie dosadnych egzekucjach, taka gra daje dziką radość i dużą satysfakcję, porównywalną do tej z Arkham Asylum (patrz filmik na dole!).
 Brotherhood
Kiedy przeciwnicy stłoczą się wokół nas za gęsto, lub kiedy po prostu musimy odwrócić uwagę, jednym przyciskiem możemy przywołać do pomocy swoich świeżo wytrenowanych braci-Asasynów – ci pojawią się znikąd, robią swoje i znikają tak szybko, jak się zjawili. Obie nowe opcje walki, combosy i wsparcie, mogą zbytnio ułatwiać grę w oczach wielu. Choć są bardzo przyjemne w użyciu, to nie da się zaprzeczyć, że tak też jest w istocie. UBI wyszło jednak temu naprzeciw, wyznaczając do każdej misji specjalne kryterium, które należy wypełnić, aby otrzymać 100% synchronizacji ze wspomnieniami Ezia (standardowo 50%). Jakie to kryteria? A to musimy zabić cel ukrytym ostrzem, a to nie dać się wykryć, a to nie stracić zdrowia – ambitni/hardkorowi gracze mają więc pole do popisu.
Po 36 godzinach gry z satysfakcją uznałem, że poznałem już wszystko, co w Brotherhood dało się poznać i wreszcie mogę usiąść do pisania recenzji. Wtem naszło oświecenie – przecież jeszcze multi jest! Co w nim? Mówiąc prosto, wybieramy sobie postać i lądujemy na planszy z kontraktem zabicia innego gracza, podczas gdy i na nas dybie jakiś zabójca. Skąd wiemy kogo przyjdzie nam zabić? Otrzymujemy rysopis, ale ten wielce nie pomaga, gdyż wokół pełno jest identycznych modeli. Z pomocą przychodzi kompas, wskazujący nam ogólny kierunek, w który mamy się udać.
Brotherhood, jak na nową grę przystało, umożliwia nam personalizację stroju postaci, levelowanie, nagrody za serię zabójstw czy popularne perki – specjalne umiejętności. Trzeba przyznać, że takie dodatki są nie w kij dmuchał, sporo tych gadżetów nadaje ciekawy obrót grze, zwłaszcza na późniejszych poziomach doświadczenia. Śmigając po Rzymie w rozgrywce sieciowej nie jesteśmy skazani na polowanie solo, kilka innych trybów oddano do naszej dyspozycji: od prozaicznego, drużynowego deathmatchu, przez eskortę VIP-a, po obronę skarbu. Ja na razie długo miejsca w multi nie zagrzałem, znużony sztyletowaniem krzemowych przeciwników przez kilkadziesiąt godzin w kampanii dla pojedynczego gracza, ale zapewne jeszcze nie raz zdążę wrócić.
Cristina, tragiczna ukochana Ezia
Jakieś wady? Przede wszystkim w zakresie oprawy audio-wideo. Artystyczna wizja zdumiewa nieprzerwanie od pierwszej części gry, ale techniczna część wizualiów wygląda już miejscami archaicznie: automatyzm w animacji, nieostre tekstury, czy notoryczne dorysowywanie się terenu, nawet podczas poruszania się pieszo. Muzyka także czasem zawodzi, w porównaniu z kapitalną ścieżką z dwójki, niestety ustępuje pola – słychać to zwłaszcza podczas krótkich retrospekcji do zdarzeń z Assassin’s Creed 2 przy wątku miłosnym. Wielka szkoda.
W jednej z misji chronimy też samego Jezusa ;) Choć muzyka niedomaga, to mocno stara się to nadrobić dźwięk, zwłaszcza w formie głosów postaci, które wahają się od dobrych do po prostu genialnych!  Na pierwszy plan wysuwa się kreacja naszego nemesisa, Cesare Borgii - doprawdy niezapomniana. Przy posiłkach ze strony nadspodziewanie dobrej mimiki, postacie potrafią zdumiewać swoją siłą ekspresji, szczególnie widać to właśnie po Cesare Borgii, którego furie wypadają niesamowicie przekonująco. Świetnie wyzwala to związanie emocjonalne z fabułą i postaciami Brotherhood, gdzie poza głównym wątkiem jest jeszcze historia tragicznej miłości Ezio i Cristiny, która autentycznie mną wstrząsnęła. Ba, nawet teraz jest mi przykro, gdy o niej pomyślę. Chylę czoła przed panami z Montrealu.
Assassin’s Creed Brotherhood to gra wyborna. Jest tak rozbudowana, że nie sposób o wszystkim napisać w przystępny sposób. Kapitalna i wciągająca fabuła, oszałamiająca liczba aktywności w świecie gry, wielce satysfakcjonująca walka, zapierająca dech strona artystyczna, długa i wciągająca rozgrywka, a na szczycie tego wszystkiego spoczywa jeszcze rozbudowany multiplayer. Różnorakich smaczków, „motywów i motywików” w renesansowym Rzymie jest bez liku, a to właśnie te małe szczegóły (jak choćby skakanie z dachów na przechodniów =D) dają w całości ten powalający efekt. Wszelkie wady są pomniejsze i nie uwierają, a jak ktoś jest jeszcze niezdecydowany, to do rogu obfitości Brotherhood można dorzucić jeszcze walory edukacyjne. Lekcja historii podana w tak atrakcyjnej postaci przypadnie do gustu chyba każdemu, zwłaszcza, że odwiedzić szesnastowiecznego Rzymu inaczej póki co nie sposób…
 
Premiera - 17 marca 2011
Platforma - PC (testowana), X360 & PS3 
Developer - UBI Soft Montreal
Gatunek - Akcja & Przygoda
Czas gry - 30 h +
Średnia ocen w sieci - 90&
Moja ocena - 9/10
 
Trailer

 
Przykładowe combo

 
PS. Nie uczcie się geografii z Brotherhood...
Moskwa...