Assassin's Creed: Revelations

Assassin's Creed: Revelations

Na Assassin’s Creed Revelations nie czekałem przebierając nogami i wykreślając dni z kalendarza. Nie wysiadywałem przy domofonie, aby jak najszybciej odebrać przesyłkę od kuriera, bo materiały przedpremierowe i miesiąc, który upłynął między wydaniem wersji konsolowej i komputerowej pozwolił mi wstępnie zapoznać się z tym, co mnie czeka. Revelations obiecuje to samo, co Brotherhood, tylko jeszcze więcej. Ale czy zachowuje przy tym kunszt poprzednika?
Jak sam tytuł gry wskazuje, panie i panowie z Ubisoftu obiecują nam odpowiedzi na dręczące nas pytania fabularne, a poza tym pożegnanie z bohaterem poprzednich dwóch części, Ezio Auditore z Florencji. Czy tak jest w istocie? Z grubsza właściwie nie, a ci, co naprawdę chcą poznać rozwiązanie zagadek, muszą się zaopatrzyć w wydany dodatkowo film animowany o emeryturze Ezia Embers i drukowany przewodnik po serii. Co się do cholery stało w ostatniej scenie Brotherhooda? Nope, tego też się nie dowiecie.
Jeśli spojrzycie na okładkę Revelations, to obok Ezia dojrzycie też Altaira, protagonistę pierwszego Assassin’s Creed. Podczas gdy umysł dziwnie „zarabszczonego” Desmonda został zamknięty w Animusie, my mamy okazję odtworzyć losy nie tylko podstarzałego Włocha, ale także właśnie Altaira. Krótkie wspomnienia jego przygód zostały zapisane na specjalnych kluczach, służących do odblokowania skarbca w twierdzy Asasynów w Masjafie. Oczywiście Templariusze także mają ochotę na położenie na nich swych chciwych łap, więc naturalnie musimy ich w poszukiwaniach ubiec. Legenda głosi, że klucze ukrył w Bizancjum/Stambule/Konstantynopolu sam Niccolo Polo.
ACR Leap of Faith
90% czasu gry spędzamy zatem na poszukiwaniach w słynnym tureckim mieście. Gdzieś tam w tle trwa walka o tron umierającego Sułtana, a Templariusze śnią o przywróceniu dawnej potęgi z czasów istnienia Cesarstwa Bizantyńskiego. Jest też i lokalny zakon Asasynów, Cyganie, Złodzieje oraz nowa dziewczyna (patrz obrazki pod recenzją). W Konstantynopolu mamy swój własny biznes i nie jesteśmy mocniej zaangażowani w sprawy żadnej ze stron. Cierpi na tym fabuła, a sytuacji nie pomaga spory niedobór ciekawych postaci.
Sama rozgrywka to wypisz wymaluj Brotherhood: odbijamy dzielnice z rąk Templariuszy, odnawiamy zabytki i sklepy, przeszukujemy grobowce, skaczemy po dachach, dbamy o rozwój Bractwa i zacieśniamy kontakty z lokalnym plebsem i frakcjami. Co więc nowego? Ano zdobyte dzielnice Krzyżowcy mogą odbić, nasze ukryte ostrze doposażono dodatkowo w hak, a przeciwnikom możemy rzucać pod nogi własnoręcznie skonstruowane bomby – czyli na dobrą sprawę niewiele.
Poza „hakostrzem”, które pozwala nam skuteczniej walczyć i wspinać się, nowinki w Revelations są średnio udane. Odpieranie ataków Templariuszy odbywa się na zasadzie minigry strategicznej, w której z wysoka rozstawiamy grupę Asasynów i dowodzimy nimi – ani to pasuje do reszty rozgrywki, ani wciąga. Na szczęście zmuszeni jesteśmy grać w ten sposób jedynie raz, bowiem każdemu oblężeniu można bez wysiłku zapobiec poprzez przekupywanie bądź zabijanie odpowiednich osób.
ACR Muzykant
Bomby zaś to znacznie ciekawszy dodatek, ale na dobrą sprawę także niepotrzebny. No bo sprawdźmy – jak możemy pozbyć się grupki wrogów? Rzucić w nią nożami, zastrzelić z daleka, zeskoczyć na głowę z dachu, nasłać kolegów, wykorzystać kurtyzany, zlikwidować skrycie ukrytym ostrzem czy może wyrżnąć jednego po drugim efektowną kombinacją? A to i tak nie wszystkie opcje. Więc na co tu jeszcze człowiekowi bomby, które najczęściej sam musi sobie zrobić? Osobiście użyłem ich jedynie kilka razy i to tylko wtedy, kiedy gra mi kazała.
Nie wszystkie elementy rozgrywki poprzedniej odsłony przetrwały: z racji silnie zurbanizowanego charakteru Konstantynopola nie pojeździmy sobie po nim na koniu. Gdzie indziej też nie, bowiem wycieczki w inne lokacje są niezwykle rzadkie i zawsze odbywają się drogą morską. Zniknęły też wyzwania Animusa w wirtualnej rzeczywistości na rzecz prostych samouczków. Nie są to jakieś szczególnie istotne czy fajne elementy gry, ale na pewno lepsze, aniżeli wspomniana wyżej obrona dzielnic czy wykupywanie sklepów i horrendalnie drogich zabytków (u kupców możemy nawet nabyć książki, których nie da się czytać...).
Graficznie nowy Asassin’s Creed mnie nie porwał. Owszem, trzy razy przystanąłem w zachwycie, ale biorąc pod uwagę historię cyklu to trochę mało. Nie, to nie wina designerów i grafików, gdyż bogactwo wizualne świata gry budzi jak zwykle wielkie uznanie - to po prostu silnik Anvil już nie powala, a miejscami odkrywa swoją brzydką stronę. Choć pozbyto się w zasadzie dorysowywania się tekstur (a może to przez brak konia?), to nie grzeszą one szczegółowością, potrafią się przenikać. No i wszystko to już w zasadzie widzieliśmy – ta sama kolorystyka, elementy architektury, animacje.
ACR Badass
Poza hakiem, jedynym prawdziwym progresem w Revelations jest muzyka. Choć nie urzeka ona tak jak w drugiej części, to jest znacząco lepsza od tej z Brotherhood i wprowadza do serii „zimmerowskie rytmy” za sprawą osoby Lorne’a Balfe, który wspomógł Jespera Kyda w pisaniu ścieżki. Różnice w stylach obu panów są aż nadto słyszalne i na szczęście podjęto dobrą decyzję o przypisaniu pracy tego pierwszego do przerywników filmowych, a tego drugiego do czystej rozgrywki. W ten sposób zachowano charakterystyczny klimat poprzednich gier, a filmiki zyskały na rozmachu.
Po ukończeniu jeszcze krótszego niż ostatnio wątku fabularnego (pęka już w 10 godzin!), gracz może skierować się do trybu multiplayer. Przyznam, że zajrzałem do niego tylko z obowiązku, by zobaczyć, co tam nowego zmajstrowano. Są nowe tryby, bogatsza i ciekawsza rozgrywka, głęboki system rozwoju postaci. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że według mnie zupełnie na nic. Assassin’s Creed to wspaniała przygoda dla jednego gracza i nie potrzebuje żadnych wieloosobowych wspomagaczy. Choć z drugiej strony kooperacja mogłaby być strzałem w dziesiątkę…
Kiedy patrzę na Revelations, to zdumiewa mnie, jak wiele otrzymaliśmy w zaledwie rok po premierze poprzedniej części. Przecież ta gra jest olbrzymia! Nic dziwnego, że do roboty zaangażowano chyba każdy oddział Ubisoftu, jaki posiada ten francuski gigant. Choć rezultat skoordynowanej pracy setek osób nie jest ani tak świeży, jak drugi i pierwszy „Asasyn”, ani tak mistrzowsko skrojony jak Brotherhood, to na pewno nie można obok niego przejść obojętnie. Otrzymaliśmy grę bardzo dobrą, z ciekawą fabułą, rozbudowaną rozgrywką i masą zawartości – cóż z tego, że gdzieniegdzie wkrada się rutyna.
 
Premiera - 2 grudnia 2011
Platforma - PC (testowana), X360 & PS3
Developer – Eidos Montreal
Gatunek – akcja & przygoda
Czas gry – 15h ++
Średnia ocen w sieci - 80%
Moja ocena - 8/10
 

Śliczny motyw przewodni gry:

 
PS. Obok możecie się przyjrzeć nowej lasce Ezio, Sofii Sartor, a obok jego starej, Cristinie Vespucci - nawet kobiety mu nie sprawili lepszej w Revelations ; ) Poniżej zapodaję też kilka innych screenów, gdyż są takie ładne, iż nie mogłem się powstrzymać.
ACR SofiaACR CristinaACR Latarnia ACR Zjazd ACR SunsetACR Ruiny