Battlefield Play4Free

Battlefield Play4Free

Na rynku darmowych strzelanek zaczyna robić się gorąco – o prym walczą Quake Live i Battlefield Heroes, a także najnowszy BF Play4Free. Ostatnia produkcja EA Easy jest zaś jak brzydkie kaczątko w baśni Andersena – szpetne i niekochane, ale skrywające swój niewątpliwy urok. Tylko czy komukolwiek będzie chciało się przedzierać przez warstwę bugów, by odkryć nieco przykurzony blask poprzednich odsłon?
 
Tekst został opracowany na podstawie publicznej bety udostępnionej przez EA Easy i ma na celu jedynie opisanie oferowanej rozrywki. W ostatecznej wersji gry wspomniane niżej błędy i usterki mogą nie występować.
 
Trzeba to powiedzieć na samym początku – BFP4F nie ma nic wspólnego z ostatnim sukcesem Bad Company 2. Gry te dzieli przepaść tak ogromna, jak darmowy i płatny model rozgrywki. Wróć. Mimo bezpłatnej rozwałki dla 32 graczy, dwóch map i czterech klas postaci po obu stronach konfliktu, produkcja EA Easy nie rezygnuje ze skoku na nasze portfele, a jedynie skrzętnie go ukrywa. Ale po kolei...
You're in the army now
Zabawę rozpoczynamy od stworzenia swojego wirtualnego żołnierza w prostym menu z kilkoma opcjami. Po dostosowaniu tak ważnych elementów, jak kształt i kolor głowy, a także długość owłosienia ją pokrywającego, możemy wreszcie zdecydować się na jedną z czterech klas. Wybór pomiędzy znanymi skądinąd szturmowcem, medykiem, inżynierem a technikiem jest dość oczywisty – dzięki temu w nasze łapki wpadną odpowiednie narzędzia mordu i gadżety, które potem nie tak łatwo zmienić. Decyzja nie wpływa jednak na zdolności naszej postaci, te bowiem oparte są o... drzewko rozwoju.
Gull of Oman w BFP4F
Każda klasa od samego początku gry uzyskuje dostęp do schematu umiejętności, w którym „wykupujemy” je po awansowaniu na wyższy poziom. Zgromadzone są one w dwóch grupach – bojowych i sprzętowych. Za zdobyte punkty możemy m.in. zwiększyć prędkość wojaka, nauczyć go unikania min i snajperów, a także latać różnymi maszynami (śmigłowce transportowe i bojowe, myśliwce) oraz wzmocnić naziemne konserwy. To właśnie od ich wykorzystania najczęściej zależy, która strona konfliktu zyska przewagę.
Pull up! Pull up! Terrain ahead!
Choć początki wydają się banalne, opanowanie sterów wymaga od początkujących graczy dosłownie małpiej zręczności. O ile bowiem czołg i transportery prowadzi się dość prosto, o tyle pilotowanie latadeł to wyższa szkoła „jazdy”. Dość powiedzieć, że zarówno mój pierwszy lot wypełnionym po brzegi piechotą śmigłowcem, jak i ruszanie do boju myśliwcem, skończyły się jednakowo – w wodzie. Nie powiem, że towarzysze niedoli byli specjalnie zachwyceni tym faktem, ale w grze naprawdę brakuje jakiegokolwiek samouczka. Skąd mogłem wiedzieć, że drążek i przepustnica nie będą działać w filmowy sposób, a helikopter pikujący w dół nie ma szans na wyratowanie?
Mniejsze problemy sprawia prowadzenie jednostek naziemnych, choć i tu nie uniknięto drobnych potknięć. Pojazdy posiadają kilka miejsc, co jest dość logiczne, ale nigdzie (poza początkowo tajemniczymi symbolami F1-F6) nie ma informacji, że zajmowane przez nas stanowisko nie jest „wieczne”. Po odkryciu tej ważnej funkcjonalności wpadłem na inną, chyba już mniej zamierzoną przez twórców. Otóż siedząc w transporterze, mogłem prowadzić niemal równoczesny ostrzał w kilku kierunkach – wystarczyło w odpowiednim momencie zmienić miejsce, bez strat w czasie, i bronić się przed nacierającą piechotą.
Lot myśliwcem
 
Przepraszam, czy tu biją?
Mówiąc krótko – jest dobrze. Choć skala starć nie przytłacza, a trzy dotychczas oferowane mapy (notabene zaimportowane z Battlefielda 2) nikogo nie zaskoczą swoim stylem, produkcja posiada syndrom jeszcze jednej rundy. Bitwy są soczyste i dynamiczne, a radość z rozwalenia pierwszego czołgu w drobny mak pozostanie w mojej pamięci na długo. Zwłaszcza, że gra jest świetnie udźwiękowiona i oddaje feerie wybuchów z należytym „tupnięciem”.
Niestety, w nieskrępowanym mordowaniu przeszkadzają liczne usterki – począwszy od takich drobnostek, jak grafika nie najwyższych lotów, po gruby kaliber lagowania i tragicznej miejscami wydajności. Gra z niezbadanych przyczyn, oferując krajobrazy na poziomie wspomnianego już BF2, potrafi niemile chrupać na sprzęcie dwukrotnie przewyższającym podane wymagania sprzętowe. I nie mówię tu o najwyższych detalach, a tych z zupełnie przeciwnego bieguna. Co więcej, rozgrywka na publicznych serwerach często ma opóźnienie rzędu 1-2 sekund, tym samym skutecznie uniemożliwiając precyzyjny ostrzał. Dziwić może też zachowanie pukawek – jedne strzelają spłaszczonym łukiem w dół, drugie zaś mają tendencję do trafiania powyżej celownika. Mimo najszczerszych chęci, nie udało mi się nikogo ubić ze snajperki. Po prostu połączenie wszystkich wymienionych tu czynników, wzbogacone o pływanie celownika, sprawiło, że moje kule ozdabiały przysłowiowy płot.
Gull of Oman w BFP4F
Money for nothing
Dla graczy, którym nie pasuje wojskowe zestandaryzowanie żołnierza, produkcja oferuje system mikropłatności. Na razie sklepik z przedmiotami nie jest zbyt rozbudowany, ale już teraz można znaleźć w nim lepsze bronie i specjalne umundurowanie. Niektóre z nich możemy wykupić na kilka dni za zarabiane podczas zabawy punkty, ale w ich wieczyste posiadanie trzeba zainwestować prawdziwą gotówkę. Ceny nie są kosmiczne – broń kosztuje około 20 zł, a mundur jest 5 zł droższy.
Oddzielny akapit należy się slotom, dzięki którym możemy tworzyć swoich żołnierzy. Domyślnie każdy gracz otrzymuje dwa wolne miejsca, może je jednak rozszerzyć o kolejne za wykupioną walutę Battlefunds. Ale dlaczego nie można usuwać stworzonych dotychczas postaci? Mało tego, nawet zmiana domyślnego wojaka kosztuje realne pieniądze... Co zaś się żołdaków tyczy, w sklepie dostępne są też Boostery przyśpieszające zdobywane doświadczenie i punkty.
Show must go on
Choć zabugowanie gry może początkowo odrzucać, warto dać szansę nowemu Battlefieldowi. W odróżnieniu od komiksowego Heroes, nowa produkcja EA Easy celuje w poważniejszego odbiorcę, który chce niezobowiązująco zagrać kilka rundek w prawdziwie wojennej scenerii. Jeśli tylko autorom uda się poprawić wszystkie błędy (wraz z niezwykle irytujacym spawn killingiem), EA może mieć w swojej ofercie porządną, darmową strzelankę.
Śmigłowiec
Premiera - 4 kwietnia 2011 (publiczna beta)
Platforma - PC
Developer - EA Easy
Gatunek - FPS