Retrogranie: Blade Runner

Blade Runner, by wylądować po latach w dystrybucji cyfrowej, musiał przebić się przez gąszcz zawiłości prawnych, a twórcy niedawno zapowiedzianej zremasterowanej wersji, aby odświeżyć grę, rozłożyli stary kod na czynniki pierwsze. Dużo zachodu, ale czy warto?

Wspomnienia: legendarna przygodówka, która zrewolucjonizowała gatunek rozgrywką w czasie rzeczywistym, trójwymiarem, gęstym klimatem i kilkunastoma zakończeniami.

Rzeczywistość: długo zastanawiałem się nad wydźwiękiem tego tekstu. Blade Runner to gra z wielkimi ambicjami, których niestety nie udało się zrealizować, choć mimo wszystko pozycja dalej interesująca i jedyna umożliwiająca zasmakowanie gęstego klimatu filmu w interaktywnej formie.

Fabuła gry to rzecz fachowo nazywana “sidequelem” (wydarzenia równoległe do oryginału), ale w tym przypadku bardziej zasadnym byłoby użycie słowa “kopia”. Odwiedzamy te same lokacje, spotykamy te same postacie, a grupce śledzonych replikantów również przewodzi gość z zamiłowaniem do poezji. O filmowym Deckardzie często słychać, ale nie widać, bowiem nie uzyskano praw do wizerunku Harrisona Forda.

Ze snutą intrygą zazębia się aspekt rzekomego czasu rzeczywistego, losowej generacji “gatunku” postaci oraz kilkunastu możliwych zakończeń. Na papierze to fantastyczne założenia, zwłaszcza w grze detektywistycznej. Oznaczałoby to, że za każdym razem śledztwo trzeba prowadzić inaczej, znani replikanci okazują się ludźmi i vice versa.

Podstawowy problem polega na tym, że to bardzo trudne. Losowość oznacza luźno zdefiniowane ramy fabularne, tak, aby w konkretnym miejscu mogły się zmieścić dwa elementy o odmiennym kształcie - im więcej tych miejsc, tym trudniej i luźniej w perspektywie całości. Westwood rozwiązało ten problem w następujący sposób: najpierw gra losuje kto jest replikantem/człowiekiem, zawężając pulę dostępnych zakończeń, a następnie stawia kilka wyborów przed graczem w trzecim akcie. “Czas rzeczywisty” świata gry to tylko ładny termin na to, że jakaś postać niezależna znajduje się w jakiejś lokacji bądź nie. Początkowo, gdy nie można kogoś znaleźć, człowiek zachodzi głowę co ma zrobić - czy brakuje jakiegoś przedmiotu? Czy trzeba wykonać jakąś akcję? Otóż po prostu należy poczekać, aż delikwent przylezie na swoje miejsce.

Dosyć zaskakujący jest aspekt zręcznościowy Blade Runnera. W przygodówkach point’n’click wykorzystywanie refleksu to dość dziwny patent, niemniej na wyposażeniu naszego bohatera znajduje się pistolet, z którego trzeba własnoręcznie celować, aby zabijać replikantów. Można nawet uzyskać do niego lepszą amunicję, co przydaje się bardzo, bo podczas strzelaniny zginąć łatwo. Dobierać cele trzeba ostrożnie, bo zabicie człowieka skutkuje zakończeniem gry.

Niewiele wydarzeń tak naprawdę zależy od gracza. Widać to jasno przy ponownym przechodzeniu gry albo seansie na YouTube odkrywającym, że osławione trzynaście zakończeń to zasłona dymna, bo w praktyce chodzi o różne warianty tylko pięciu typów. Gra ma też swoją wersję wątku miłosnego, ale przebiega to na zasadzie “masz tu atrakcyjną laskę, może być twoja”. Alternatywnie istnieje jeszcze możliwość romansu z replikantem-dzieckiem, jeśli lubicie takie rzeczy.

Oprawa Blade Runnera konceptualnie jest równie imponująca co projekt rozgrywki. Trójwymiarowe lokacje znane z filmu w wysokiej rozdzielczości, szczegółowe postacie animowane z pomocą motion capture w 60 klatkach na sekundę. Problem jednak polega na tym, że był rok 1997, a gra miała nie wymagać akceleratora 3D. Środowisko wyrenderowano więc zawczasu w rozdzielczości 640x480, a postacie zrobiono z kanciastych wokseli, przycinając płynność animacji do minimum. W efekcie wyszły 4 płyty CD pikselozy, ale cel osiągnięto, zachowując ducha filmu.

Muzyka stanowi ogromny element tożsamości filmowego oryginału i nie inaczej jest z grą. A raczej byłoby, ale podczas rozgrywki głównie słychać deszcz, a kompozycje Franka Klepackiego najlepiej wypadają gdy kalkują Vangelisa. Także gra aktorska daje radę głównie wtedy, gdy bazuje na filmie - najważniejsze postacie są jednak nowe i głosy wypadają raczej drętwo. Odgrywaniu ról sprawy nie ułatwili scenarzyści; jednym z ich wspaniałych pomysłów jest koleżanka-łowczyni Cristal, z charakterem wyjętym z bladerunnerowego pastiszu, który nigdy nie powstał.

Na plus należy niewątpliwie zaliczyć korzystanie ze zdobyczy technik 2019 roku - analizatora zdjęć Esper oraz testu Voight-Kampfa. Ten pierwszy umożliwia dodanie kolejnego wymiaru do fotografii i znajdywanie w ten sposób nowych poszlak. Ten drugi pozwala samodzielnie sprawdzić reakcję i wrażliwość rozmówcy, determinując czy ma się do czynienia z replikantem czy człowiekiem. To ważne, gdyż jak już wspomniałem, zlikwidowanie człowieka oznacza koniec gry. Super, ale w praktyce wychodzi na to, że do zabicia nie-replikanta przez przypadek ma się raczej tylko okazję napotykając znienacka menela w alejce (a i to uchodzi nam na sucho przed kapitanem policji).

Czy było warto: gra Blade Runner to ambitne przedsięwzięcie, które finalnie nie sprostało założeniom twórców i wypadło jak nieco opóźniona w rozwoju siostrzyczka filmowego oryginału. Bawić się będą dobrze fani marki i miłośnicy analizy projektu gry, bowiem gęsty klimat cyberpunkowego Los Angeles udało się przeszczepić bardzo dobrze, a losowość i czas rzeczywisty rozgrywki dostarcza ciekawych przemyśleń na temat game designu, zwłaszcza w przygodówkach.

Zakup i uruchomienie: wersja cyfrowa GOG wykorzystuje emulację ScummVM i cieszyć się nią można za 40 zł. Miłośnicy oldskulu i posiadacze oryginalnego wydania mogą skorzystać z płyt (ceny od 50 zł wzwyż na portalach aukcyjnych), ale konieczne będzie zaaplikowanie specjalnej łatki, albo samodzielne skonfigurowanie wspomnianego ScummVM. Cierpliwi mogą też poczekać na edycję Enhanced, która ma zaoferować zremasterowaną oprawę. Na koniec warto nadmienić, że emulowana wersja posiada dostęp do materiałów wyciętych z gry na etapie produkcji (“restored content”).

Ocena na dziś: 6/10

PS. Miłośnicy teorii na temat tego czy Deckard jest replikantem czy człowiekiem docenią, że i w grze zaimplementowano taką dychotomię względem głównego bohatera, ale w obu przypadkach to raczej dopisana na kolanie zmyłka dla bycia człowiekiem.

Trailer


Komentarze

Portret użytkownika JOY_PL

Świetna recka. Dawno Cie tu nie widziałem (tak jak i siebie :P)

Portret użytkownika SavagE

czasy sie zmienily! Ale ostatnio probuje znow troche pisac, po takich komentarzach na pewno mi latwiej :)

Portret użytkownika Lancet

Dobra robota Andrzeju! Co prawda widzę ten tytuł trochę inaczej, mniej krytycznie, ale z pewnością duże znaczenie ma tutaj spojrzenie przez szkła nostalgii i ogólne zamiłowanie do Blade Runnera.