Duke Nukem Forever: The Doctor Who Cloned Me

Duke Nukem Forever: The Doctor Who Cloned Me

Duke Nukem Forever to z pewnością będzie w wielu rankingach fiasko roku. GameTrailers już go na takowe wybrało. Produkowana przez kilkanaście lat gra nie wyszła zbyt okazale 3D Realms/Triptych/Piranhi, zbierając noty o średniej wysokości 50%. Wątpliwą jakość gry miały podreperować łatki i DLC, co niestety niespecjalnie miało miejsce. Czy wydawanie singlowego dodatku za 35 zł w takiej sytuacji ma jakikolwiek sens? 
 
Jeśli dobrnęliście do końca kampanii Duke Nukem Forever, to zapewne wydał on się wam kolejnym żartem dla żartu. The Doctor Who Cloned Me wsadza nas w buty Księcia krótko po zajściach na tamie Hoovera. Już na wstępie twórcy robią sobie jaja z Black Opsa i jego pokoju przesłuchań, ale o dziwo ma to sens – oto złowieszczy Doktor Proton, którego Duke był zabił w pierwszej grze, powraca z kolejnym złowieszczym planem zapanowania nad światem!
Generalnie rzecz ujmując fabuła w podstawowym Forever była możliwie najprostsza – obcy znowu napadają na Ziemię, więc pozbądź się ich. TDWCM wprowadza o dziwo znacznie większą głębię w ten schemat za sprawą niecnego planu Doktora Protona opierającego się o stworzenie armii klonów Duke'a. Historia dodatku jest znacznie bardziej spójna, a lokacje nie wydają się być grane w przypadkowej kolejności. Co ciekawe, w pierwotnym zamyśle Strefa 51 i baza księżycowa, które odwiedza Duke, miały znaleźć się w podobnej formie w podstawce, ale z różnych przyczyn do tego nie doszło.
Rozgrywka w „Doktorze” to esencja najnowszego Duke’a w znacznie bardziej strawnej formie. Mamy zatem strzelanie z odjazdowych broni, skakanie po platformach, zagadki oparte na fizyce, jazda autem dużym i małym, etap w zminiaturyzowanej formie i szczyptę przygodówkowych questów. Do tego nasz bohater wreszcie wchodzi w interakcje z napotkanymi postaciami, zamiast sztywno rzucać swoje one-linery.
DNF TDWCM Obcy
No właśnie. Kultowe teksty Duke’a. Podczas trzech godzin spędzonych przy TDWCM niestety nie będziemy świadkami żadnej odzywki napakowanego blondyna, którą potem będą cytować przez lata tysiące graczy. Humor sytuacyjny jednak jest jak najbardziej na miejscu, a do akcji powraca nasz wyszczekany kompan Dylan, którym w pewnym momencie w mini wersji rzucamy jak lalką, ku rozbawieniu obu stron. Największym jednak hitem pobytu w Strefie 51 jest spotkanie z klonami Księcia, które Proton szkoli, aby mogły dorównać oryginałowi – niestety nie ma zbyt wielkiej pociechy ze swoich podopiecznych.
Jasnym punktem dodatku są także nowe bronie: kultowy Expander, powiększający wrogów aż do rozpuku, oraz Impregnader – granatnik miotający… nasieniem obcych. Wbrew pozorom bardzo skuteczny. Do przetestowania nowych broni złowieszczy doktor wysyła nam fale terminatorów i klonów Duke’a, ale niestety nie są to wrogowie odznaczający się czymkolwiek prócz wyglądu.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o zalety The Doctor Who Cloned Me. Problem z tym DLC zasadniczo jest taki, że choćby nie wiem jak się Triptych starało, to wciąż bazują na totalnym bałaganie zwanym silnikiem graficznym. Tekstury i oświetlenie są zauważalnie lepsze aniżeli w oryginale, ale na konsolach wciąż obecne są katorżniczo długie czasy ładowań poziomów, a animacja jest często śmiechu warta. Dołączmy do tego nienajlepsze sterowanie i już elementy platformowe oraz jeżdżone potrafią zaleźć za skórę.
DNF TDWCM Dukes
Oczywiście Forever nie cierpiał tylko ze względu na swoją technologię – efekty pracy game designerów i twórców poziomów również przypominają poprzednią epokę. W kilku miejscach wciąż nie bardzo wiadomo co trzeba zrobić, dokąd się udać, a w czasie naszych poszukiwań zdarzy się, że wpadniemy na niewidzialną ścianę. Poziom na Księżycu zamieniono głównie na jazdę łazikiem po kraterach, ze znajomą mechaniką uzupełniania paliwa w baku i powietrza w płucach (bo tylko jego brak jest dla Księcia przeszkodą w przestrzeni kosmicznej ; ), co do zbyt ekscytujących zajęć nie należy, ujmując rzecz delikatnie. Poza tym konsolowcy wciąż muszą męczyć się z ograniczeniem podręcznego arsenału do dwóch slotów (na PC jest opcja wykorzystania czterech).
Ach, no tak! Są także i cztery mapy do gry wieloosobowej! Jeśli nawet pominąć fakt fatalnej wyszukiwarki serwerów, to zostaje bardziej znaczący problem – brak chętnych do gry. The Doctor Who Cloned Me kosztuje bowiem 8 euro, co jest sumą cokolwiek stromą, biorąc pod uwagę jakość Duke’a Forever i jego obecną cenę, oscylującą w podobnych wielkościach (!). Mogę zatem polecić nowe DLC tylko najzagorzalszym fanom Księcia, a wszystkim tym nieco słabszym dopiero, gdy jego cena spadnie co najmniej dwukrotnie.
 
Premiera - 13 grudnia 2011
Platforma - PC (testowana), X360 & PS3
Developer – Triptych Games
Gatunek – FPS
Czas gry – 3h +
Średnia ocen w sieci - 60%
Moja ocena - 6/10
 
Zwiastun