Far Cry 3: Blood Dragon

Far Cry 3: Blood Dragon

Paradoksalnie Blood Dragon jest tym, czego wszyscy się spodziewali – dodatkową wyspą z kilkunastoma garnizonami dorzuconą do podstawowego Far Cry 3. Ale ma strzelające laserami z oczu smoki. To wystarczy.
 
Choć gry prześmiewcze od jakiegoś czasu są w ofensywie, rynek jest daleki od przepełnienia, zwłaszcza, że ostatnio tylko seria Saints Row dorobiła się powszechnego uznania. Szalona otoczka dzieł Volition to jednak nic w porównaniu z tym, co zaproponował Ubisoft Montreal - przedstawiam wam Blood Dragon, grę, która z żartu primaaprilisowego stała się jednym z najciekawszych wydarzeń w pierwszoosobywch strzelaninach ostatnich lat.
Kiedy u nas w 2007 roku rozpoczynał się kryzys ekonomiczny, w alternatywnej rzeczywistości świat zmaga się ze skutkami przedłużonej Zimnej Wojny - jak się okazuje bardzo wybuchowej w skutkach dla Kanady. Sprawy międzynarodowe nie są jednak naszym zmartwieniem, nie są nim nawet Sowieci. Jako sierżant Rex Power Colt, cyberkomandos czwartej generacji, zostajemy wraz z cyberkolegą wysłani na egzotyczną wyspę, aby położyć kres zbuntowanemu amerykańskiemu pułkownikowi i jego armii.  
Robo pistol
Po dotarciu na miejsce nie zdążamy nawet wylądować helikopterem, a już dosłownie zaczyna się rock & roll: w rytm przebojowego Long Tall Sally Little Richarda kosimy z miniguna całe zastępy cyberwrogów. Niestety akcja „w stylu czwartej generacji” nie trwa zbyt długo - zostajemy pojmani, a nasz partner zabity. Rex poprzysięga zemstę w imię dobra Ameryki oraz ludzkości, a my już wiemy z jaką grą mamy do czynienia.
Gęsty klimat kina akcji lat 80. wylewa się z ekranu jeszcze zanim rozgrzejemy nasze obrotowe sześć luf, a w meandry fabularne wprowadzą inspirowane NES-em przerywniki „filmowe”. Już sam pasek ładowania zastąpiono „trackingiem” znanym z magnetowidów, ekran zdobią poziome linie charakterystyczne dla telewizorów sprzed lat, a z głośników płynie zrodzona z syntezatora muzyka, silnie inspirowana Terminatorem oraz innymi klasykami filmowymi tamtego okresu. Wygląd retro-przyszłości AD 2007 jest oczywiście odpowiednio „mroczno-laserowy”, podług wzorów zaczerpniętych od ulubionej sieci komputerowej każdego z nas - Skynetu.
Save a nerd
Po bliższych oględzinach szybko okazuje się, że pod barwnym płaszczykiem Blood Dragona wciąż kryje się poczciwy Far Cry 3. Znów biegamy lub jeździmy po wyspie zabijając po drodze zwierzęta, odbijając garnizony i zbierając tonę badziewia do kieszeni. Intryga podobnież ma posmak szaleństwa, z tym, że teraz wszystko jest bardziej „cyber”, a fauna wzbogaciła się o tytułowe Krwawe Smoki - strzelające laserami z oczu gadzie skurczybyki, które poza stanowieniem osi fabularnej, pomagają oczyszczać wrogie bazy, jeśli tylko odpowiednio je do tego zachęcić.
Wady oryginalnej „trójki” zostały w rozszerzeniu potraktowane na modłę Duke Nukem Forever, czyli „nie oferujemy nic lepszego, ale obśmiejemy i może nam się upiecze”. Jest to możliwe dzięki postaci głównego bohatera granego przez Michaela Biehna, który niczym Atomowy Książę ciężkim głosem komentuje wszystko wokół, począwszy od ustrzelenia zwykłego headshota, a na otrzymaniu zlecenia od dowództwa skończywszy. Zgryźliwe komentarze są na miejscu, gdyż zajęcia nierzadko opiewają na coś tak pasjonującego, jak uwolnienie nic nie znaczącego naukowca z niewoli, czy zabicie czterech żółwi, sprawiających problemy w kanalizacji (te o dziwo nie są „cyber”, ale za to lubią pizzę).
Get sum!
Zabijanie cyberzwierząt i „ratowanie nerdów” może nie jest zbyt wciągające, ale opcjonalne i daje wymierne korzyści w postaci udoskonaleń do broni. Ulepszać jest co, standardowy arsenał zasilają takie rarytasy jak pistolet RoboCopa, minigun, łuk czy strzelba Terminatora. Po zakupie ulepszeń giwerze mogą wyrosnąć dodatkowe lufy, amunicja zacznie zapalać, a „żyroskopowe bzdury sprawią, że broń przestanie nam drżeć w rękach, czy coś”. Przewidziano ponadto nagrodę dla największych kozaków, którzy po dowiedzeniu męstwa po serii prób w alternatywnym wymiarze, otrzymują magicznego laserowego shurikena. Jego nazwę można przetłumaczyć na polski jako „Gwiazda Śmierci”, co istotnie jest bardzo obrazowym określeniem działania tej zabawki.  
Technicznie rzecz ujmując, w całym tym swoim obśmiewaniu Blood Dragon nie wprowadza wiele nowego ani do samego Far Crya 3, ani do gatunku FPS-ów czy gier wideo w ogóle. Dzieło Ubisoftu parodiuje jednak tak wspaniale, że wprawi każdego geeka nieco starszej daty w stan ekstazy – zwłaszcza w finale, który pomimo braku bossa, jest jednym wielkim „nerdgazmem”. Parodiuje na szczęście też umiejętnie, żeby niekoniecznie zaznajomieni z tematem gracze mogli się dobrze bawić. Szkoda jedynie, że tylko przez jakieś cztery godziny, a nie czternaście, ale twórcy już przebąkują coś o kontynuacji, więc być może nie widzieliśmy jeszcze po raz ostatni sierżanta Reksa Power Colta. Trudno o lepiej wydane 30 złotych, zwłaszcza, że posiadania podstawki nie jest wymagane.
 
Premiera – 1 maja  2013
Platforma – PC (testowana), PS3 & X360
Developer – Ubisoft Montreal
Gatunek – FPS
Czas gry – 4h +
Średnia ocen w sieci - 81%
Ocena – 8,5/10
 
Zwiastun

 


Komentarze

Portret użytkownika JOY_PL

Gre często i gęsto można kupić za 8-9 zł .... tragedii więc nie ma - tylko czemu Uplay :(