Growe Złote Sewydże 2012

Growe Złote Sewydże 2012

Growe Złote Sewydże w tym roku późno, gdyż, zupełnie nienauczony doświadczeniem, pomyślałem, że jednak uda mi się ogarnąć wszystkie najciekawsze tytuły z 2012 roku. Nie udało się oczywiście. Ale to, w co już zagrałem, miejscami ocierało się o geniusz lub nawet stuprocentowo nim było.
 
Przy poprzednim rozdaniu nagród najlepszym grom troszkę się rozlazłem. Tym razem będę konkretny. Pięciu laureatów, notka o reszcie i to wszystko. A zatem:
 
Numer pięć, czyli Dishonored. Po grze Arkane spodziewałem się naprawdę wiele, gdyż Francuzi zrobili na mnie niemałe wrażenie przy okazji trochę niedocenionego Dark Messiah of Might & Magic. Choć obie te gry dzieli przepaść tematyczna, to rozgrywka opiera się na podobnych założeniach – dysponujemy niemą i nijaką postacią, którą możemy sobie uformować wedle uznania. Czy będzie to ociekający krwią madafaker, czy może stąpający lekko skrytobójca zależy tylko od nas. A może raz madafaker, a raz skrytobójca? Może! Szkoda tylko, że fabuła okazała się cieniutka, a twórcy nas okłamali, twierdząc, iż ich gra wystarcza na 15 do 20 godzin.
Dishonored dekapitacjaNumer cztery, czyli Mass Effect 3. BioWare przy zwieńczeniu przygód Komandora Sheparda naprawdę się starało, usprawniono niemal każdy aspekt rozgrywki i dodano nawet multi. Z nieznanych przyczyn zakończenie okazało się po prostu do dupy (żeby nie powiedzieć oszukańcze, gdyż obiecywano zupełnie co innego), ale że naprawiono je parę miesięcy później w „Reżyserskim cięciu” i przyklepano kilkoma darmowymi dodatkami, to wszystko jest już w porządku. No dobra, może poza tym, że mogliśmy dostać wiekopomne dzieło, a dostaliśmy „tylko” grę rewelacyjną.
Numer trzy, Rayman Origins. Że jak? Przecież ta gra wyszła w 2011 roku! W sumie racja, ale porty na PC, Vitę i 3DS-a ukazały się w pierwszej połowie 2012 roku. Poza tym Origins miał premierę w bardzo niefortunnym dla siebie okresie i naprawdę powinien był zostać oryginalnie wypuszczony te kilka miesięcy później. Wtedy doceniono by bardziej jego geniusz. Tak jest, geniusz. Jest to gra doskonała, o fantastycznej oprawie i dopracowanej mechanice. Okazuje się tylko później trochę za trudna. Ale wtem zaś w sukurs przychodzą koledzy i koleżanki. Ci prawdziwi. Do trzech osób może pochwycić kontroler i wspomóc cię w walce o pokonywanie platform. Aaalbo tę walkę znacząco utrudnić, co i rusz sprzedając twojej postaci plaskacza poganianego kopem w tyłek.
RaymanNumer dwa to Max Payne 3. Trzeci „Maks” był bez dwóch zdań najbardziej oczekiwaną przeze mnie grą 2012 roku. I nie zawiódł! Z premiery zrobiłem mały obrządek, a pierwsze kroki w świecie gry stawiałem równocześnie z kolegą, wymieniając się wrażeniami na Team Speaku. Większość z nich to były okrzyki radości i zdumienia, bowiem mechanika, animacje i oprawa graficzna zaserwowana przez mistrzów z Rockstar Games to nowa jakość w grach akcji. Odruch „wow” pogłębiały dodatkowo oskryptowane sekwencje, potrafiące zawstydzić nawet najlepsze Call of Duty. Zabrakło tylko sensowniejszej fabuły, która okazała się niestety trochę dziurawa i zagmatwana, pomimo iż wyszła spod pióra mistrza Dana Housera.
Numer jeden dla Spec Ops: The Line. Dzieło Yager Development odwrotnie niż w przypadku Maksa Payne’a zachwyca w warstwie fabularnej, natomiast przyczepić się można do rozgrywki. Koniec końców >grą< nie jest lepszą, zrobiło finansową klapę i wielu wzięło je za zwykłą militarną strzelankę jakich pełno, ale to prawdopodobnie najważniejsze wydarzenie dla gatunku i branży od wielu lat. Wcale nie przesadzam. W czasach, kiedy intryga wciąż ma w tym biznesie drugorzędne znaczenie, a sporo ludzi zachwyca się japońskim ścierwem, The Line jest jak objawienie.
Historia losów kapitana Walkera i jego drużyny Delta wysłanych do zasypanego piaskiem Dubaju niespodziewanie chwyta za jaja, by w końcówce je wykręcić w akompaniamencie kapitalnej muzyki i kierownictwa artystycznego. Spec Ops: The Line to dzieło sztuki, które może i cierpi trochę na niedopracowanie mechaniki i bezpłciowy tryb wieloosobowy (było zainwestować w kooperację? Było?), ale nie znam ani jednej osoby, której magnum opus Yager by się nie spodobało.
Burza piaskowa
Długo wahałem się komu przyznać Złotego Sewydża 2012, ale kiedy pisząc niniejszy tekst odruchowo wpisałem Maksa Payne’a 3 na drugiej lokacie, to już wiedziałem jaki będzie finalny werdykt, choć obie gry są fantastyczne i obie posiadają cechy prawdziwych dzieł sztuki. Poza Raymanem Origins, będę usilnie wciskał je każdemu, komu tylko będę mógł – niech niewierni i ignoranci nawracają się, kąpiąc się w świetle ich doskonałości. Tymczasem jednak wirtualna statuetka ląduje w rękach twórców Spec Ops: The Line.
 
Co z resztą? Top 5 gier, które udały się bardzo, ale nie urzekły mnie na tyle, abym nominował je do głównego konkursu to:
1. Halo 4
2. Far Cry 3
3. XCOM: Enemy Unknown
4. Call of Duty: Black Ops 2
5. Superbrothers: Sword & Sworcery
 
Natomiast produkcje, które okazały się najbardziej zawodzić moje oczekiwania są nastepujące:
1. Medal of Honor: Warfighter
2. Need For Speed: Most Wanted (2)
3. Counter-Strike: Global Offensive
4. Doom 3: BFG Edition
5. Assassin’s Creed III
 
PS. Specjalne uznanie dla ekipy twórców Black Mesy. Grupka amatorów zrobiła moda-grę, który zawstydza jakością niejedną wysokobudżetową produkcję. Powinni go sprzedawać, a rozdają za darmo - okazja dziesięciolecia.