Kick-Ass 2

Kick-Ass 2

Na ogół mawiam, że nie mam jakichś wielkich oczekiwań wobec czegoś, co ma się ukazać, ale tym razem jest inaczej. Kick-Ass to jeden z moich ulubionych filmów, a dwójki wypatrywałem z wielkim napięciem, stale podsycanym przez kolejne zwiastuny.
 
Seans rozpocząłem pełen optymizmu, wypowiadając na głos „sponiewieraj mnie!”, choć podskórnie czułem, że film może mi się nie spodobać z uwagi na osobę reżysera i scenarzysty Jeffa Wadlowa. Amerykanin zastąpił na tych stanowiskach Brytyjczyka Matthew Vaughna, a jego dorobek twórczy zaimponował jak dotąd tylko nastolatkom za sprawą kliszowego Po prostu walcz.
Obawy na szczęście okazały się przesadzone, bowiem Kick-Ass 2 to naprawdę godny sequel. Wadlow okazał się kompetentnym filmowcem i starał się uzupełnić największy brak oryginału, czyli niedostateczną ilość humoru. W efekcie otrzymaliśmy film niekoniecznie lepszy, ale znacznie zabawniejszy, choć niektóre żarty balansują na granicy przyzwoitości, wychylając się czasem w niewłaściwą stronę.
Zero power = zero responsibility
Fabuła bezpośrednio nawiązuje do wydarzeń z pierwszej części: Kick-Ass (Aaron Johnson) i Hit Girl (Chloe Moretz) dzielnie trenują w swojej „jaskini Batmana” i kontynuują  walkę ze światem przestępczym w imię sprawiedliwości. Sprawy szybko się jednak komplikują, kiedy dopadają ich demony z przeszłości. Chris D’Amico/Red Mist, syn mafiosa zabitego z ręki Kick-Assa, poprzysięga zemstę, którą zamierza dokonać tworząc pod pseudonimem „Skurwysyn” drużynę antybohaterów – Toksycznych Mega Cip.
O sile filmu, dosyć niespodziewanie, stanowi nie postać Kick-Assa czy Hit Girl, a właśnie Skurwysyna, granego przez Chrisa Mintz-Plasse. On i jego ekipa o równie barwnych imionach są nieustannym źródłem śmiechu oraz najlepszych scen akcji. Gwarantuję, że Matkę Rosję rozprawiającą się z tuzinem gliniarzy zapamiętacie na długo. Niestety tego samego nie można powiedzieć o drużynie „superbohaterów” Justice Forever, do której w międzyczasie wstępuje Kick Ass, ale ci też dają radę, głównie za sprawą kapitalnej postaci pułkownika Stars and Stripes, granego przez Jima Carreya.
...The Motherfucker
Finałowa konfrontacja obu ekip jest nieunikniona, ale niestety obyło się bez fajerwerków. Jest na co popatrzeć, ale do analogicznej sekwencji z pierwszego filmu nie ma startu, co zresztą można powiedzieć i o innych scenach akcji – oryginał w tej mierze jest o wiele lepszy i głównie dlatego „dwójka” nie wypada tak dobrze. Niby ekipa filmowa prawie taka sama, a efekt różny, brakuje mocy. 
Podczas seansu z Kick Assem 2 miałem sporo radości (zwłaszcza w aspekcie komediowym), nie zawiodłem się, ale, no, pewien niedosyt pozostaje. Jakaż szkoda, że Matthew Vaughn był tylko producentem, a kompozytora Johna Murphy’ego nie poproszono znowu o napisanie trochę muzyki. Być może wtedy mielibyśmy wiekopomne dzieło. Być może. Co by jednak nie mówić, Kick-Ass 2 to zacna kontynuacja i, że tak powiem, „nie tak dobra jak oryginał, ale tak samo fajna”.
 
Moja ocena: 8/10
Schwanz!
 
Zwiastun

 


Komentarze

Portret użytkownika ReD_RuDy

Dno

Portret użytkownika Milko_pl

patrząc po ss wygląda to jak telewizyjna adaptacja kiepskiego komiksu
(power rangers wygląda lepiej na ss)

Portret użytkownika SavagE

- nie wyglądają.

Portret użytkownika Milko_pl

Co nie zmienia faktu że wygląda kiczowato jak większość produkcji dla młodzieży czy japońskie ekranizacje mang w wersjach aktorskich...

Portret użytkownika SavagE

Jakbys nie zauwazyl, to jest to intencjonalny zabieg. Kick-Ass, zarówno film jak i komiks, to satyra na superbohaterów.