LIMBO

LIMBO

W środku nocy budzisz się w jakimś lesie. Nie wiesz ani kim jesteś, ani co tu robisz. Zdajesz sobie za to sprawę z tego, że w ciemności budzą się twoje najgorsze koszmary, a jednym z nich jest tajemnicze zniknięcie ukochanej siostry. Niewiele myśląc, niemal po omacku ruszasz na jej poszukiwanie do Limbo. Potykając się co parę metrów, docierasz do Otchłani. 
 
LIMBO screenshot 1
Podobnie jak w przypadku opisywanego ostatnio Bastionu, LIMBO z miejsca podbiło serca całej branży. Wystarczy powiedzieć, że gra niezależnego studia Playdead zdobyła już ponad 90 nagród od najbardziej opiniotwórczych mediów (m.in. tytuł „Najlepszej gry niezależnej” od Spike TV i „Najlepszego horroru” od IGN). Co więc jest w niej takiego fascynującego, że nie można się od niej oderwać?
 
Przede wszystkim – klimat. LIMBO porywa swoją ciężką, gęstą atmosferą, która towarzyszy nam od samego początku zabawy. Tu nie ma miejsca na radość czy szczęście – tytułowa Otchłań jest pozbawiona choćby iskierki nadziei. Jest za to wypaczona, zniszczona, czasami sentymentalna. Życie staje się zupełnie abstrakcyjnym pojęciem, a na każdym kroku czyha śmierć. Nieubłagana, wszechpotężna, niewypowiedziana.
 
Z racji swego położenia u progu Piekła, nie jest to miejsce wrogie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Limbo to kraina praktycznie wymarła, więc bardzo rzadko ktoś zachodzi nam drogę. A jeśli już do tego dochodzi, zazwyczaj okazuje się, że istota jest tak samo zagubiona jak my. Jednak długi pobyt w Otchłani wyczulił jej zmysł wyczuwania zagrożenia do najwyższych rejestrów i dlatego gotowa jest walczyć o swój byt do ostatnich sił.
LIMBO screenshot 2
Większym natomiast zagrożeniem jest opuszczony świat. Nie pozwala o sobie zapomnieć, nieustannie szukając sposobu na uśmiercenie chłopca. A to przejmie nad nim kontrolę, a to przygniecie go czymś ciężkim, albo złośliwie obróci się tak, by bohater wpadł do przerażającej czeluści. I często mu się to udaje, jednak zgon w Limbo nie funkcjonuje jako taki – chłopiec po prostu cofa się do momentu, w którym był bezpieczny po raz ostatni.
 
Jak już wcześniej wspomniano, w Otchłani nie ma nic radosnego. Cała oprawa opiera się na czerni i bieli, wykorzystując przy tym całą gamę odcieni szarości. Jest skromna, minimalistyczna, co jeszcze bardziej pogłębia wrażenia płynące z gry. Podobnie jak muzyka – odległa, nieśmiała, snuje się gdzieś daleko w tle. A często zastępuje ją złowieszcza, przerywana wyłącznie odgłosem kroków cisza, która nie wróży nic dobrego.
 
Gra wciąga jak diabli. Mimo wysokiego miejscami poziomu trudności, człowiek zaciska zęby i próbuje jeszcze raz. Bo choć ginie się tutaj średnio co kilka minut, kolejne zgony wcale nie zniechęcają. Zamiast tego jeszcze bardziej wysila się szare komórki – które mają i tak dość dużo do roboty, bo rozwiązania niektórych problemów wcale proste nie są – i próbuje być zręcznym niczym małpa, by sprostać wyśrubowanym wymaganiom.
LIMBO screenshot 3
Tak jak recenzenci z całego świata, świetnie się bawiłem grając w LIMBO. To jedna z produkcji, które wprost oczarowują swoim klimatem i wciągają niczym bagno. I choć gra poza głównym wątkiem nie oferuje w zasadzie nic więcej (tylko łowcy achievmentów będą mieli sporo do roboty), trudno znaleźć tu jakiś defekt. Z całego serca polecam!
LIMBO screenshot 4 LIMBO screenshot 6 LIMBO screenshot 5 LIMBO screenshot 7
Ocena: 9+/10
Premiera: 21 lipca 2010 (X360), 2 sierpnia 2011 (PC),
Deweloper: Playdead
Gatunek: platformówka
Czas gry: ok. 3h
Średnia ocen w sieci: 90%