nail'd versus Pure

nail'd versus Pure

Nail’d versus Pure. Oto jest! - nareszcie porównanie, na które czekaliście... cztery lata temu. Z odmętów wyprzedaży cyfrowych wygrzebałem dwie nietypowe ścigałki, które wybiły się w dość niszowym i trapionym przez średniaki gatunku.
 
Pierwsze oznaki renesansu wirtualnego ścigania się w piachu i błocie dał Motorstorm, który startował razem z PlayStation 3 pod koniec 2006 roku. Produkcja Evolution Studios nie dyskryminowała, oferując pełny wachlarz maszyn off-roadowych, od motorów, po quady, samochody i monster trucki. Formuła wypaliła, nadszedł sukces i sequele, ale na drogach w Motorstorm quady i motory łatwo były spychane przez większych uczestników wyścigu. No i triki - nie było trików.
Dawaj salto!
Wtem, ostatnim tchnieniem lata 2008 roku, nadszedł Pure. Debiutująca tą pozycją ekipa Black Rock to tylko pozornie świeżaki, a w istocie kilkukrotnie reformowane studio weteranów wyścigów, szukających przepisu na sukces. Udało się, Pure rozeszło się w ponad 3 milionach egzemplarzy, a recenzje przepełnione były pochwałami.  
Pomimo sukcesu sequela nie było – dwa lata później dostaliśmy zupełnie inne, acz równie udane Split/Second. Niestety dobra sprzedaż gry nie uchowała Black Rock i zanim w listopadzie wrocławski Techland nadjechał z nail’d, firma-matka Disney zamknęła studio (niech ich diabli wezmą!). Choć dzieło naszych rodaków miało posmak produkcji budżetowej, temat wyścigów po wertepach rozgorzał w największych mediach branżowych, a porównania z Pure sypały się na lewo i prawo. Problem w tym, że przez te wszystkie lata nikt nie zdecydował się rozwinąć tematu.
...witając się z ptakami
Podobieństw jest niewątpliwie kilka, wśród nich można wymienić personalizację pojazdów, tryby rozgrywki i karierę starczającą na kilkanaście godzin. Obie pozycje są tak samo tanie i mają nawet podobną grafikę oraz problemy z uruchomieniem się (więcej pod tekstem). Z drugiej jednak strony patent na wyścigi jest inny - Pure kładzie bardzo duży nacisk na triki wykonywane w powietrzu: to one ładują pasek dopalacza, a niekiedy po prostu orzekają o zwycięzcy. Nail’d z kolei stawia na ogromne skoki i prędkość, choć może powinienem raczej napisać PRĘDKOŚĆ. Tu też ładujemy dopalacz, ale głównie równo zapieprzając - sztuczki sprowadzają się finezją do lądowania na głowach innych uczestnikach wyścigu.
Może więc takie porównanie jednak nie ma sensu? Może nie bez powodu nikt się nie rozpisywał? Nieważne. Jakkolwiek by nie było, tekst ten powstał na cześć nail’da; by namówić was do spróbowania tego, co oferuje. Choć brak w nim niesamowicie efektownych trików i ogłady Pure’a, dawno nie zrobiłem tak wielkich oczu, jak przy pierwszych minutach z nail’d. W tej grze po prostu fruwa się, mijając okoliczne sterowce, a następnie spada jak pocisk przez płonące obręcze w kierunku lądowiska gdzieś na dole. Sterowanie i fizyka jest proste niczym w Mario Kart, ale wrażenia takie, że włos jeży się na karku! Jeśli dodać do tego gwiazdy metalu (Wayne Static, Jamey Jasta i inni) miadżące ciężkimi riffami z głośników, wychodzi naprawdę czadowa mieszanka.

Niestety, nail’da pogrzebał jego niewysoki budżet. Zabrakło na świeższe i lepsze kawałki z licencjonowanej części playlisty (pozycje niszowe lub wytarte, jak Duality Slipknota), więcej sztuczek w powietrzu (nawet przewrotów nie ma...) czy na sztuczną inteligencję, która albo jeździ jak ostatnie lamusy, albo jak największe kozaki. Duży problem jest też z niespójną fizyką i detekcją kolizji – jednego razu na tej samej skale roztrzaskamy sie w drobny mak, a innego odbijemy i pojedziemy dalej. Nie starczyło wreszcie na więcej zawartości, więc gdzieś w połowie kampanii poznałem wszystkie trasy na pamięć, pomimo ich rozlicznych skrótów i zakamarków. Sytuację ratuje nieco DLC z czterema dodatkowymi planszami i jednym trybem rozgrywki, ale te dobrodziejstwa powinny być częścią całości już na starcie.
Techland pomimo umiarkowanego sukcesu postanowiło iść za ciosem i wypuścić sequel, ale jak to w tej firmie bywa, kompletnie się przy tym pomylił - tak jak Call of Juarez miało Kartel, tak nail’d dostało Mad Riders – pozycję boleśnie budżetową i o wiele słabszą. Odwołanie się do arcade’owych klasyków z automatów zdecydowanie nie wypaliło, ale przynajmniej dostaliśmy genialny trailer.
Koniec końców, jeśli jara was ściganie, to w sumie powinniście łyknąć obie pozycje - są unikalne, ekscytujące i tak dalej. Dla mnie jednak przede wszystkim liczy się nail’d. Nigdy nie zapomnę, jak strzelił mnie w pysk, kiedy wokalista Hatebreed darł się without control, speed is the enemy!, a ja pędziłem na motorze pomiędzy łopatami elektrowni wiatrowej, zaliczając po drodze płonące obręcze.
 
Świetna zajawka nail'da

 
Problemy z uruchomieniem: zarówno nail’d jak i Pure ukazały się w złotych czasach ostrich zabezpieczeń antypirackich – niestety systemy autoryzacji płyty potrafią zawodzić, kiedy… płyty nie ma, bo posiadamy wersję cyfrową. W takim wypadku lekarstwem jest crack no-dvd. Jeśli Pure ładuje się wam mega wolno lub w ogóle widzicie ciemny ekran, to powinno pomóc zablokowanie w sterowniku ekranu synchronizacji pionowej dla tej gry. 
 


Komentarze

Portret użytkownika Biały Wilk

Mao! Szkoda, że tak lakonicznie - jakoś, mimo wszystko, nie przekonałeś mnie do zakupu :P

Podoba ci się to, co piszę? Więcej znajdziesz na http://wilku.me

Portret użytkownika SavagE

Półtorej strony! Zwięźle i na temat, jak same gry :D

[quote=Anubis]Ile razy przeszedłeś windowsa?[/quote]

Portret użytkownika Biały Wilk

Przeleciało nawet nie wiem kiedy ;)

Podoba ci się to, co piszę? Więcej znajdziesz na http://wilku.me