Niezniszczalni 3

Niedawno oficjalnie zapowiedziano wydanie Niezniszczalnych 3 na DVD/Blu-Ray. Nie byłoby w tym nic dziwnego czy ekscytującego, gdyby nie fakt, że „domowa” edycja filmu ma nadać mu należyty połysk po niesławnej kastracji na stole montażowym w imię większego zarobku. To jednak dopiero za miesiąc, a na razie pozostaje wersja kinowa... 
 
Jeśli kto nie wie o czym prawię, to spieszę z wyjaśnieniami: cykl znany jest z tego, że zawiera dużą dozę dosadnej (choć cyfrowej) brutalności. Krew i flaki leją się srodze, a głowy pękają aż miło. Niestety ekipie producenckiej zamarzyło się „rozszerzenie marki” (czytaj: zgarnięcie większej kasy) i stonowali film do przyjaznej nastolatkom kategorii PG-13. W dodatku, by lepiej sprzedać się młodszemu pokoleniu, w scenariusz wkomponowano młodych i nieznanych aktorów, pasujących do filmu o legendach kina akcji jak pięść do nosa.
BA-BAM!
Zamierzonego rezultatu oczywiście nie udało się osiągnąć, co mógł przewidzieć nawet średnio przytomny miłośnik kina. Ludzie, którzy nie znają z autopsji kaset VHS, to nie jest i nigdy nie będzie docelowa publiczność dla tego typu rozrywki. W efekcie Niezniszczalni 3 zarobili w sumie o ponad sto milionów mniej niż poprzednia część, a w Ameryce ponieśli wręcz klęskę - nie tylko młodzież nie ruszyła do kin, ale i wielu dotychczasowych fanów odpuściło sobie seans. Winę tego stanu rzeczy zwala się na wyciek filmu do sieci, ale to tylko po części prawda, gdyż, dla przykładu, niesławna premiera X-Men Origins: Wolverine w Zatoce Piratów na cały tydzień przed oficjalnym pokazem, nie przeszkodziła zarobić przygodom Rosomaka wielkich pieniędzy.
Zaczyna się jak zwykle obiecująco, z przytupem. Wesoła kompania przybywa na ratunek Wesleyowi Snipesowi (alias „Doktor Śmierć”) gnijącemu w więzieniu za… oszustwa podatkowe. Taka zbieżność z rzeczywistymi wydarzeniami jest oczywiście niczym przypadkowym, rzeczą wręcz spodziewaną w tej serii, choć chyba nigdy nie podniesiono jej do takiego poziomu jak w „trójce” – żartów dla wtajemniczonych wtłoczono tyle, że nawet wytrawnym fanom będzie trudno wychwycić je wszystkie. Co ważne, większość z nich jest udana i nie sprowadza się – tak jak poprzednio – do drętwego recyklingu słynnych powiedzonek.
Niezniszczalni 3
Z Blade’em już na pokładzie, ekipa Niezniszczalnych wyrusza do Somalii by zlikwidować dla Harrisona Forda wyjątkowo złego handlarza bronią. Na miejscu okazuje się, że to Mel Gibson, a grany przez niego Conrad Stonebanks to „dawno martwy” jeden z ojców-założycieli Expendables. W przedziwnym zwrocie akcji nasi bohaterowie zmuszeni są salwować się spektakularną ucieczką, a Terry Crews zostaje śmiertelnie ranny.
Poświęcenie najbarwniejszego bohatera po pół godziny to pomysł nie tylko fatalny, ale i zadziwiający - to już nie mogli „wysłać pod topór” Randy’ego Couture, który konsekwentnie robi za tło od pierwszej części? Oczywiście być może zaistniał konflikt terminów zdjęciowych, ale wątpię, aby dla Crewsa ważniejszy był udział w „Aztec Warrior” czy reklamówkach Old Spice.
Niestety po niedługim czasie sytuacja dalej się pogarsza – by oszczędzić swoich kumpli, szefujący grupie Stallone wyrusza w poszukiwaniu młodej krwi, która pomogłaby mu w zlikwidowaniu Stonebanksa. Wśród zmontowanej przez Slya ekipy w zasadzie nie znajdziemy nikogo wartego większej uwagi: Kellan Lutz wsławił się tym, że zagrał kiedyś w Zmierzchu, Glenn Powell ma sympatyczną twarz, a Victor Ortiz podobno boksuje, ale swoją walkę w filmie przegrywa. Tylko wzięta z UFC Ronda Rousey daje mały popis umiejętności, ale jej charyzma ekranowa zaczyna się i kończy na pięknym uśmiechu.
Stonebanks

„Młodzież” w kolejnym naciąganym zwrocie akcji zostaje pojmana i wtedy na ratunek wyrusza stara gwardia uzupełniona o namolnego Antonio Banderasa, którego Galgo jest specjalistą od parkouru (!) i balansowania na granicy bycia irytującym i zabawnym.
Przekaz jest jasny: młodzi może i są sprawniejsi, wykorzystują nowe technologie i mają bardziej finezyjne podejście do wykonywania misji, ale jak przyjdzie co do czego, to nie ma to jak Stallone i spółka. Pomysł może i niezły, ale z realizacją bez wyobraźni. Niepotrzebnie chciano uczynić z młodzieniaszków postacie drugoplanowe, poświęcić wiele minut cennej ekspozycji dla ich bezbarwnych charakterów – w kadrze już wcześniej było tłoczno, ale teraz to już jest burdel straszny. W konsekwencji nawet graficy musieli się nielicho namęczyć, żeby zmieścić tych wszystkich samców i ich nazwiska na plakatach promocyjnych.
Jackie Chan w niedawnym wywiadzie powiedział, że odrzucił propozycję roli w filmie z uwagi na tłok na planie. Wcale mu się nie dziwię, pewnie dostałby mały epizod jak każdy, kto nie nazywa się Stallone. Mam nadzieję, że Sly w końcu załapie, że „mniej to więcej”, zwłaszcza, że problemy rozpiętości obsady boleśnie rozdrapuje epicka końcówka w Zdradzieckistanie (oryg. Izmenistan), gdzie kamera co chwilę skacze po kilkunastu (!) bohaterach, a przez „przyjazny rodzinie” montaż często nie wiadomo co się dzieje.
KABLAM!
Pomimo wyraźnych niedostatków, rzecz ogląda się dobrze. Sporo sobie ponarzekałem, ale to tylko dlatego, że tak bardzo mi zależy aby Niezniszczalni znów mnie sponiewierali. Tak jak wtedy, kiedy upalnego lata 2010 roku po seansie z pierwowzorem ręce drżały mi z podniecenia. Nowy reżyser (Patrick Hughes) był obietnicą powrotu do nieco poważniejszego tonu i targającej moszną akcji, ale znów posłużył do realizacji kulejącej wizji Stallone’a - ta nigdy nie wykracza poza konwenanse i nie aspiruje do tego, żeby gwiazdom kina akcji lat 80. i 90. zapewnić iście królewskie pożegnanie. Ba, w dużej mierze konsekwentnie zdradza ideały, które przyświecały gatunkowi 30 lat temu. Dobrze, że „trójkę” zobaczymy w jej oryginalnej formie  25 listopada na DVD, ale co się stało, to się nie odstanie – w obecnej formie Expendables 3 mogę określić tylko jako „przyjemną rozrywkę” i polecić fanom cyklu.
 
Moja ocena: 7/10
 
Zwiastun

PS. Na podstawie filmu ukazała się także gra Expendabros, którą ktoś w przebłysku geniuszu oparł o Broforce.


Stonebanks


Komentarze

Portret użytkownika QBA90WTF

Jest dokładnie tak jak opisał Sawydż. Pomysł prosty lecz całkiem niezły, jednak wykonanie kuleje. Mimo tego film ogląda się całkiem przyjemnie i mimo wszystkich niedociągnięć miło zobaczyć "starą gwardię" jeszcze raz w akcji :)