John Wick 2

John Wick 2

Choć film taki jak John Wick 2 nie powinien potrzebować reklamy, to w takim właśnie celu powstała ta recenzja. Od premiery minęły dwa tygodnie, więc albo już oglądałeś, albo czytaj i weź udział w renesansie kina akcji.

 

Spoglądając na wywieszone w miastach plakaty trudno się zorientować, że nowy John Wick jest w kinach, ale po nieco głębszym spojrzeniu okazuje się, że media prześcigają się w pochwałach na temat tego filmu. Nie wierzycie? Szybka wizyta na metacritic.com, a tam trzecia pozycja na liście. Że jak to? „Głupi akcyjniak” z Keanu Reevesem ma średnią ocen 75%?

Część pierwsza zrobiła taką karierę głównie dlatego, że była wielkim zaskoczeniem. No bo kto się spodziewał, że dwójka kaskaderów, scenarzysta bzdury ze Steve’em Austinem i przebrzmiała gwiazda akcyjniaków zrobią cokolwiek, co w ogóle nadaje się na dystrybucję kinową? A jednak! Dostaliśmy wyjątek od reguły: John Wick zachwycał stylem, wdziękiem, energią i staroszkolnym podejściem do realizacji scen akcji – zero ściemy i trzęsącej się kamery. 

Nowy pies Johna

Sequel rozpoczyna się w zaledwie kilka dni po oryginale. John zawarł pokój z Ruskimi, odzyskał auto i spędza czas na zabawach z nowym psem. Spokój mąci włoski asasyn Santino (Riccardo Scamarcio), z którym Wick zawarł kiedyś przymierze krwi, obligujące do wypełniania dowolnej przysługi. Rozchodzi się naturalnie o zabójstwo, a jego wykonanie sprowadza na postać Keanu Reevesa ogrom kłopotów. Wycieczka do Rzymu i z powrotem, mordercze zapasy z raperem (świetny Common!) i krwawa jatka w gabinecie luster jak u Bruce’a Lee – to tylko niektóre z atrakcji, zanim po dwóch godzinach wjeżdżają napisy końcowe.

Przyznam się bez bicia, że uległem hajpowi. Dwukrotnie większy budżet, uczestnictwo Laurence’a Fishburne’a i te wszystkie filmy zza kulis, gdzie Keanu imponował nieludzkim wysiłkiem na ćwiczeniach strzeleckich i sztuk walki. Co mi jednak miało dać dreszcze porównywalne z nowym Matriksem, jak nie John Wick 2? Niestety, po seansie wyszedłem z sali kinowej z gorzkim niedosytem, pomimo, że ogólnie rzecz biorąc film był... lepszy.

Boss i mini-boss w gabinecie luster

Może nie będę się czepiał takich szczegółów jak gorsze uzbrojenie głównego bohatera (a mógłbym), ale problemów z cyklu „magia kina” jest bez liku. Jak można kupić pozujące na realistyczne walki wręcz, kiedy po obiciu mordy sześciu kolesiom, zmęczony John... sięga po pistolet i po prostu strzela do następnego. Albo gdy podczas strzelanin przeciwnicy używają swych broni dopiero, kiedy wbiegną w bliski kadr, gdzie czeka już na nich kulka prosto w czerep. Ponadto nawet jeśli uda im się trafić, to „taktyczny” garniak Wicka połknie obrażenia, niczym regenerujące się zdrowie w grach wideo. Ktoś powiedział „Call of Duty na łatwym” i chyba miał rację.

Dwie główne sceny akcji przypominają popularną strzelaninę także w innym zakresie – w liczbie wrogów, których główny bohater posyła do piachu. W pewnym momencie miałem wręcz wrażenie, że facet, dostający właśnie kulkę, po chwili wstaje i rusza na koniec kolejki, stojącej między Johnem, a mini-bossem, na którym będzie musiał potrenować ju-jitsu. Przeciwności losu nie mają znaczenia, Wick nie musi robić najrozsądniejszej w danej chwili rzeczy (np. sięgać po zapasową spluwę, zamiast uciekać...), ponieważ dramaturgia. Jest to tym bardziej irytujące, że zupełnie łatwe do wyeliminowania. Nie, gruby koleś nie wstaje po strzale w głowę dlatego, że jest gruby.

Center Axis Relock w akcji

Przemawia przeze mnie złość nie tylko dlatego, że pragnąłem, by swą energią John Wick 2 urwał mi łeb, niczym kula z karabinu Keanu – także dlatego, że cała reszta jest naprawdę dobra. Niezwykły, jak na tego typu produkcje, głęboki świat, charyzmatyczni i dobrze zagrani bohaterowie oraz zdrowa doza wybornie suchego humoru. Akcja też ma swoje momenty, ma ich nawet sporo. Tak dobrej kaskaderki w amerykańskim filmie nie widziałem od lat, a zasapany Reeves wyznacza nowy poziom fizycznego zaangażowania w rolę. Mój największy podziw wzbudził ton; Stahelski jak wytrawny ekspert kroczy po cienkiej linii między powagą, a niechcianą parodią. Jego reżyserski talent wkrótce niechybnie eksploduje, już powierzono mu ster nad remakiem Nieśmiertelnego.

Wydaje się, że do szczęścia brakuje śmielszego zapożyczenia z fantazji Matriksów, przy których Stahelski i Leitch brali przecież niemały udział. Bez wątpienia dwójka ex-kaskaderów ma w rękach świetny materiał, a panteon kina akcji tuż za rogiem. Warto iść do kina, by zapewnić jak największe środki na „trójkę”, a przy okazji uraczyć się naprawdę godnym seansem. Nie dajcie zginąć prawdziwej akcji - większość z rzeczy, które wypisałem powyżej, prawdopodobnie nie zaboli was tak bardzo, jeśli w ogóle.

 

Moja ocena: 8/10

 

Dla N. 

 

Zwiastun

Scena pościgu samochodowego (4:00 O_O)

 


5