Retrogranie: Jagged Alliance 2: Unfinished Business

Retrogranie: Jagged Alliance 2: Unfinished Business

Jest rok 2000, a ty nie masz akceleratora 3D. Przygodówki i strategie są twoim naturalnym sprzymierzeńcem – ich niewielki apetyt na moc idealnie współgra z zapóźnionym sprzętem. W taki własnie sposób zapoznałem się z serią Jagged Alliance, a Unfinished Business to wciąż najlepsze, co seria zaoferowała przez ostatnie 17 lat.

 

Wspomnienia: brutalny poziom trudności, śmieszny polski dubbing, ekscytujące nowe bronie i raczej szczątkowa fabuła.

Rzeczywistość: Choć początkowo gra przeleżała na dysku nieruszana przez trzy miesiące, kiedy wreszcie ją przysiadłem, przepadłem na długie godziny. Już dawno nic tak nie przeegzaminowało mojego zmysłu taktycznego, pomimo, że na samą selekcję sześcioosobowej drużyny poświęciłem 90 minut, a mechanikę i sprzęt znam na wylot. 

Dzielny Steroid Gontarski

Chciałoby się napisać, że Jagged Alliance to gra, których już sie nie robi, ale to tylko cześciowo prawda: w ostatnich latach widzieliśmy przecież Wasteland 2, Hard West czy drugiego już XCOM-a. Wypada zatem wręcz się cieszyć, aczkolwiek o renesansie strategii turowych nie może być mowy, a taki „dżaget” dalej jest w dupie – niskie budżety, szemrani developerzy i pomysły tak wyborne jak likwidacja walki na tury (patrz „Back In Action”).

Oczekiwanie na szczęśliwy zwrot akcji fani umilają sobie modami do legendarnej „dwójki”, w tym słynnej w środowisku wersji 1.13, rozwijającej znacząco mechanikę. Choć Unfinished Business jest prostym dodatkiem, który od podstawki tak naprawdę różni się tylko kosmetycznie, to niestety w ten sam sposób go nie wzbogacimy. Ba, jakichkolwiek modyfikacji jest jak na lekarstwo, trudno chociażby podbić standardową rozdzielczość – żenująco niską, nawet jak na 2001 rok, 640x480. Uparci naturalnie efekt osiągną, ale niekoniecznie warto, bo interfejs i tak nie jest przystosowany do takich manipulacji.

Podtytuł „niedokończona sprawa” wiele mówi o fabule. Zleceniodawca z oryginału, Enrico Chivaldori, pięknie dziękuje graczowi za osowobodzenie Arulco spod twardej ręki Deidranny, ale maleńkiemu krajowi wciąż grozi niebezpieczeństwo z uwagi na wyrzutnię rakietową w pobliskiej Traconie. I już. Na tym właściwie koniec scenariusza – znajdź problematyczną placówkę i spacyfikuj.

Oczywiście wcześniej także nie było jakiejś odkrywczej fabuły, ale złożona sieć postaci pobocznych i ich intryg dawała nową jakość. Tym razem to naprawdę jest misja bojowa; wątki poboczne ograniczono do minimum, podobnie zresztą jak ekonomię (najemnikom płacimy raz, kopalń brak). Liczy się przede wszystkim walka. Z tego tytułu największą różnicę robią nowe bronie, w tym legendarny Barrett M82, co chwilę urywającym przeciwnikom głowy. 

Kraksa w Traconie

Jak już wspomniałem, dobre półtorej godziny zabrało mi skompletowanie drużyny – chciałem zmaksymalizować swoje szanse, a zarazem spędzić trochę czasu z najemnikami, których jeszcze nigdy nie miałem (na kogo padło widać na obrazkach). Przez pierwsze kilka sektorów myślałem, że może nie musiałem tak ślęczyć nad statystykami postaci, że wybór łatwego poziomu trudności rzeczywiście nie był konieczny... Wow, jakże się pomyliłem! Kiedy moja ekipa, dopakowana jeszcze dwójką kozaków w międzyczasie, wkroczyła w końcową strefę gry odbywającą się w pomieszczeniach, gra wykręciła mi wór niemiłosiernie mocno i nie chciała puścić. Jedynym ratunkiem było szybkie zapisywanie po najmniejszych nawet korzystnych ruchach (i równie szybkie wczytywanie, kiedy wszystko waliło się pięć sekund później).

Wyobraźcie sobie sytuację: idziecie korytarzem, widzicie drzwi. Wiecie, że za nimi czeka pomieszczenie pełne wrogów. Obstawiacie gęsto każdy kąt wejścia, otwieracie, a tu... nic. Cisza. Jeden krok do przodu i nagle zaczyna się tura przeciwnika, a nieszczęśnik, który właśnie znalazł się w pomieszczeniu, właśnie ląduje z tuzinem nowych otworów do oddychania. Cóż zrobić w takiej sytuacji? Przeciwnik wyraźnie kampi, w dodatku w dobrych miejscach!

Cóż, da się oczywiście poświęcić jakiegoś najemnika, najlepiej któregoś ogóra kupionego za grosze. Taka taktyka ma jednak tendencje do zostawiania nas bez ludzo do walki, bowiem problematycznych pomieszczeń nie brakuje. Sprytniejszy dowódca spróbuje wrzucić granat gazowy do środka, wykurzyć nim wrogów, albo chociaż zmiękczyć. Co jednak, jeśli oponenci mają maski gazowe? Granat ogłuszający i heja do środka – przy odrobinie szczęścia obejdzie się bez strat w ludziach. Ostatecznie można spróbować przypieprzyć rakietnicą w drzwi i liczyć, że skłoni to przeciwnika do przegrupowania się i wejścia w zasięg wzroku. Opcji mamy trochę, ale niestety często przypomina to rozpaczliwą szamotaninę w oczekiwaniu na najmniejszy błąd AI i szczęśliwe rozpoczęcie walki od naszej tury.

Bania u cygana

Cięgi za końcowe stadium gry niewątpliwie powinni zebrać projektanci poziomów, bo generalnie bogactwo taktyczne serii w Unfinished Business ma się dobrze jak nigdy i pozwala nam wykaraskać się z najgorszych opresji. „A-ha!” – radośnie wykrzykuje gracz, kiedy po godzinach poświęconych na mikrozarządzanie, ta taszczona przez tyle czasu na darmo automatyczna strzelba w korytarzu okazuje się darem niebios, a nigdy nieużywany gaz musztardowy pozwala wydrzeć dziurę w defensywie okopanego wroga. Dla takich momentów gra się w Jagged Alliance. Kiedy siłą własnego sprytu wychodzimy z niemożliwych sytuacji. Człowiek 1, maszyna 0. 

Czy było warto? Oj tak.Naprawdę nie wiem, jak z jednego popołudnia zrobiła się czwarta nad ranem. Naprawdę nie wiem, dlaczego wciąż mnie bawią pękające głowy w rozdzielczości 640x480, a odpalenie wyrzutni rakiet w grupkę ubogo animowanych wrogów tak bardzo satysfakcjonuje. Podchodziłem do Unfinished Business bez większych oczekiwań, wręcz z wyraźnymi oporami, ale w mgnieniu oka zatraciłem się. Okazało się, że Unfinished Business było i jest godnym reprezentantem marki Jagged Alliance. 

Zakup i uruchomienie: angielską wersję dodatku możecie kupić w „Złotym” pakiecie razem z podstawką za dość niedorzeczne 80 zł na Steamie/GOG. Wypada czekać na obniżkę, albo spróbować sił na Allegro – tam czekają na was polskie wersje za niewielkie pieniądze. O dziwo z uruchomieniem problemów nie miałem żadnych, aczkolwiek niektórzy natknęli się na przeszkody po instalacji w sugerowanej ścieżce. 

Boom-shaka-laka!

 

Ocena na dziś: 8/10

 

PS. Retrogranie podstawowego Jagged Alliance 2 AD 2008

 

Platforma – PC

Premiera – 1 grudnia 2000

Gatunek – taktyczny RPG

Średnia ocen w sieci – 64%

Zagrane po raz pierwszy – 2001 r.

Odświeżone – grudzień 2016 r.

 


Komentarze

Portret użytkownika joy_pl

JA2 UB było dość krótkie z

JA2 UB było dość krótkie z tego co pamietam. Przechodzilem go jakies 6 lat temu :) i mialem niedosyt.

Tylko czemu nie brałeś Ivana! :P

Portret użytkownika SavagE

Z Ivanem znalem sie dosc

Z Ivanem znalem sie dosc dobrze z dawnych czasów, podobnie jak z Fidelem. W porownaniu do JA2 krótka, ale 17 godzin na zrobienie wszystkiego całkiem zacny wynik!