Retrogranie: Medal of Honor: Allied Assault

Retrogranie: Medal of Honor: Allied Assault

Kiedy Medal of Honor: Allied Assault wchodził na rynek, ludzie robili pod siebie ze szczęścia. Ta grafika! Ten realizm! Ten klimat! Jeszcze nie okrzepł szał po Szeregowcu Ryanie, a tu taka gra! „Plaża Omaha” było szeptane przez entuzjastów strzelania do Niemców przez długie lata. Nawet dziś Allied Assault cieszy się sporym szacunkiem, ale czy nie wynika to czysto z sentymentu?
 
Wspomnienia: wysadzanie kolegów z Panzerfausta w multi, misje skradankowe, świetna oprawa, brak krwi i desant na plaży Omaha, o którym wszyscy mówili, a który mnie ominął.
DesantRzeczywistość: zaczyna się obiecująco - północna Afryka, pełna konspiracja. Coś idzie nie tak, wielkie zamieszanie i akcja rozkręca się na dobre. Zanim jednak w trzeciej misji będę desantował się na osławionej plaży Omaha, solidnie wstrząśnie mną uczucie frustracji. Skakanie dla ozdoby, nieprecyzyjne sterowanie, oszukująca sztuczna inteligencja czy rejestracja trafień wołająca o pomstę do nieba. Sytuacja bywała tak zła, że konający przeciwnik podnosił się z ziemi jeszcze po trzech razach podarowanych mu przeze mnie w klatkę piersiową z Garanda. Niestety to tylko część problemów AA, bo niemal każdy aspekt tej gry jest niedopracowany.
Choć strona dźwiękowa sprawia pozytywne wrażenie (z świetną muzyką Michaela Giacchino na czele), robiąca ponad dekadę temu grube wrażenie grafika, odstrasza pustymi poziomami, zbugowanymi animacjami i po prostu ogólną brzydotą. Dzieło 2015 Inc. grzebie projekt misji, właśnie ze słynną Omahą na czele. Ja kapuję, że twórcy chcieli ukazać kruchość ludzkiego życia i przypadkowość śmierci na froncie wojny, ale zapamiętywanie ścieżek co do jednego kroku i gwałcenie klawiszy F5 i F9 to nie jest recepta na dobrą zabawę. Nie jest nią też wciśnięcie gracza w aleję pełną snajperów (niesławne Sniper Town), którzy potrafią prowadzić celny ogień nawet jeśli widoczność przysłaniają im drzewa i krzewy. Są naturalnie też kompani, boleśnie skrzywieni przez programistów sztucznej inteligencji. Durnota ich małego rozumku nie zna granic, więc człowiek szczęśliwy jest, jeśli chociaż chłopaki nie blokują progresu.
Afryka pod przykrywką
Wreszcie etapy skradankowe, rzekoma wielka zaleta Allied Assault, to wprowadzone chybcikiem i bez większego zastanowienia próby urozmaicenia regularnego biegania i strzelania. Nie bardzo wiadomo jakie pole widzenia mają Niemcy, ani czemu „skanują” przez krzaki, ale przynajmniej są głupi i posłusznie gęsiego wychodzą pod lufę. Gdyby tylko przestawali się odradzać w nieskończoność przed przekroczeniem niewidzialnej linii, to przynajmniej mógłbym bez gryzienia blatu „przestrzelić” cały etap. Zobaczcie obrazek pod tekstem, na którym widać zwłoki owczarków, które przybiegały w odległe miejsce mojej kryjówki, jeden po drugim (spasowałem po sześciu).
Po odejściu z 2015 najważniejszych osób (ponoć nie chcieli robić dodatków), na rynku pojawia się rozszerzenie Spearhead i poprawia najgorsze bolączki: AI nie ma już aimbota, nie biega jak pędzone owce, a sterowanie jest „ciaśniejsze” i postać nie porusza się już spacerowym tempem znanym z podstawki. Ktoś nawet poszedł po rozum do głowy i wyciął wszelkie sekcje skradankowe. Szkoda tylko, że w rezultacie zostały niecałe trzy godziny rozgrywki, a sprzedawcy w sklepie śpiewali sobie za pudełko 40 dolarów. I pomyśleć, że ludzie dziś narzekają na dodatki…
One in the chamber
Nie zrażając się sytuacją, Electronic Arts zaordynowało drugi z dodatków, Breakthrough. Ten wyszedł w tym samym czasie co Call of Duty, więc możecie sobie wyobrazić jak to się odbiło na jego popularności (podpowiedź: niezbyt dobrze). Zaprzęgniętemu do developingu TKO Software kilka rzeczy niewątpliwie się udało: poruszanie się wreszcie jest należycie szybkie i precyzyjne, grafika nie powoduje już bólu głowy, a strzelaniu do faszystów unikalny smaczek nadaje włoskie uzbrojenie, z którego korzysta się podczas kampanii na półwyspie Apenińskim. Niestety nie udało się za to przekonać przeciwników żeby tak ochoczo nie kładli się na widok gracza, tudzież, już po śmierci, nakłonić do oddawania broni z cenną amunicją (ta po prostu znika). Breakthrough starcza na cztery godziny, ale spośród nich naprawdę niezła jest tylko pierwsza misja w Afryce (wyczuwam trend).   
Multiplayer to chyba najlepsze co można znaleźć w „Medalu” i jego rozszerzeniach. Jak się okazało, rozgrywka wieloosobowa cieszy się niesłabnącą popularnością: w środku nocy Allied Assault pokazał mi 500 serwerów z taką samą ilością graczy online! Serwery te w większości żyją jednak własnym życiem za sprawą dziesiątek przeróżnych modów, które w połączeniu z dość wysokimi pingami i doświadczoną społecznością dają niezbyt komfortową sytuację dla nowicjuszy. Spędziłem w multi trochę czasu, ale to samo, tylko lepiej oferuje pierwsze Call of Duty wraz z dodatkiem. Zresztą CoD wszystko ma lepsze, a singiel jest wręcz w innej rzeczywistości. Zapomnijcie więc o Allied Assault i przypomnijcie sobie lepiej, jak Infinity Ward wstrząsnęło światem w 2003 roku.
Zakup i uruchomienie: pełen zestaw drugowojennych MoH-ów kupicie w pakiecie od EA za maks 50 złotych. Śmigają na nowych sprzętach i systemach wzorowo.
Leżeć pies Odnajdź snajpera na obrazku Tłoczno tam coś, chłopaki
 
Ocena na dziś: 6/10
 
Platforma – PC
Premiera – 15 lutego 2002 r.
Gatunek - FPS
Średnia ocen w sieci –  91%
Zagrane po raz pierwszy - 2003 r.
Odświeżone – grudzień 2013 r.
 
Zwiastun

 


Komentarze

Portret użytkownika QBA90WTF

Dlatego nie odpalam starych gier. Kiedyś były cudne i niech takie pozostaną w mojej pamięci :)

Portret użytkownika caps

Nie bardzo rozumiem co ma na celu ta "recenzja"...zabicie czasu?
"...Ocena na dziś: 6/10..."wtf?

Portret użytkownika SavagE

nie rozumiem co ma na celu ten "komentarz" - kolega nie przeczytał wstępu?

[quote=Anubis]Ile razy przeszedłeś windowsa?[/quote]

Portret użytkownika Reksio1PL

Recenzja jest nie do końca racjonalna ze względu że porównuje się stare gry z nowymi , porównaj gry które były wówczas na rynku oraz grywalność i grafikę na tamte czasy .
Medal of Honor przebijał wszystkie odsłony gier pod względem grafiki muzyki itd ...
Tematyka II wojny była tak popularna jak teraz SUPERMENI amerykańscy i Talibowie , bugi błędy są zawsze w grach tak samo i w obecnych - chyba nawet bardziej są czytelne jak kiedyś .
Tak więc więcej dystansu do starych i cenionych odsłon gier na których zbudowano potęgę fps

|P.O.S| Clan PL

Portret użytkownika SavagE

Dystans moge mieć do oprawy i mialem, ale do pewnego stopnia oczywiscie. W retrograniu chodzi o sens grania w AA dziś, a nie rozpamiętywanie jego kulturowego dziedzictwa.

Wg mnie w singla gra sie dziś miernie, a w multi nieźle.

Co do błędów - trudno żeby ich nie było, były i będą. Chodzi jednak o zapewnienie pewnej jakości i o ewentualne połatanie baboli po premierze.

[quote=Anubis]Ile razy przeszedłeś windowsa?[/quote]

Portret użytkownika RDSae

Recenzja na wysokim poziomie. Sama gra niestety nie osiągnęła tego poziomu :)