Sucker Punch

Sucker Punch

Miałem swoje obawy dotyczące nowego dzieła Zacka Snydera, Sucker Punch. Bo to jego pierwszy autorski film, bo łączy nieprzystające stylistycznie elementy. Postanowiłem jednak zaufać reżyserskiemu kunsztowi twórcy 300 oraz Watchmen i wybrałem się do kina. I co? I w sumie nie wiem co myśleć. 
 
Zaczyna się rewelacyjnie. Snyder zdążył już nas przyzwyczaić do kapitalnych wprowadzeń. Fabuła filmu rozbija się o dramat pewnej rodziny, w której ginie matka dwóch córek, a ojczym tylko czeka, aby położyć swe łapska na spadku i urodziwych córkach. Jedna z nich to „Baby Doll” (Emily Browning), która w akcie obrony przypadkowo śmiertelnie rani swoją siostrę. Ojciec, dzięki korupcji, zamyka niepokorną podopieczną w zakładzie psychiatrycznym, gdzie za kilka dni czeka na nią lobotomia.
Co ciekawe, sam zakład psychiatryczny, jako taki, widzimy na ekranie góra przez kwadrans, gdyż Baby Doll wyobraża go sobie jako burdel: wszystkie dziewczęta paradują w burleskowych wdziankach, główny pielęgniarz to alfons z odpowiednim wąsikiem, a naczelna pani doktor to burdelmama. W tej wizji podopieczne tego przybytku, poza „tradycyjnym” zabawianiem swoich klientów, mają za zadanie występować w różnorakich popisach estradowych. Jak się okazuje, główna bohaterka giba się tak fantastycznie, że wszyscy stoją jak zaczarowani (choć możemy gdybać tylko jak taniec wygląda, gdyż nie jest pokazany). Dzięki temu pojawia się sposobność do realizacji planu ucieczki, do któego realizacji potrzeba pięciu przedmiotów: mapę, ogień, nóż, klucz i tajemnicze coś. Proces zdobywania każdej rzeczy obrazowany jest przez wybujałą fantazję Baby Doll, która „włącza” się jej podczas tańca.
Panienki z filmu
I jakie te fantazje są! Pojedynek z pięciometrowymi samurajami, epicka bitwa w pierwszowojennych okopach z (literalnie) steampunkowymi Niemcami, oblężenie zamku orków z ogromnym smokiem w lochach czy desant na pociąg z bombą pędzący w stronę miasta (coś a la Batman początek). Każda jedna z tych scen to uczta wizualna, z efektami i designem dopiętymi na ostatni guzik. Także akcja rozgrywająca się w „domu publicznym” i w psychiatryku wyglądaja doskonale, stylizacja zawsze była mocną stroną Snydera.
Ci, którzy spodziewali się „Incepcji dla ubogich”, pokiwają głową podczas seansu,  w uznaniu dla własnego przeczucia. Niestety Sucker Punch na poziomie scenariusza może Incepcji co najwyżej czyścić buty, intryga nie jest ani tak świetnie rozpisana, ani poprowadzona, jak u Nolana. Co więcej, dialogi mocno zalatują kliszą od czasu do czasu, a aktorstwo większości młodych dam pozostawia troszeczkę do życzenia. No i Carla Gugino, grająca psychiatrę/burdelmamę, powinna była sobie dać trochę na wstrzymanie z potężnym rosyjskim akcentem. Zwłaszcza, że grała Polkę.
Sweet Pea w akcji
Wszelkie mielizny dialogowe i fabularne z łatwością bym łyknął, gdyby tylko akcja była na poziomie, do którego Snyder nas przyzwyczaił. A jest… różnie. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak, jak powinno, ale niestety scenom tym brakuje dosadności, można by rzec „poweru”, dobrze znanego z Watchmen i – zwłaszcza – 300. Może to być wina kategorii wiekowej, która nie głosi już „Restricted”, a „Parental Guidance 13”: krwi nie uświadczymy prawie wcale (choć nie przeszkadza do trupom padać bardzo gęsto). Może zatem to wina montażu? Ale przecież człowiek ten sam co poprzednio (William Hoy), a snyderowskie zabawy tempem wyraźnie widoczne. Może wreszcie to wina muzyki? Piosenki czasem nader oczywiście komentują wydarzenia na ekranie, a o ścieżce Tylera Batesa da się powiedzieć tyle co nic, taka jest wyrazista. Coś w wybuchowej mieszance pod tytułem Sucker Punch zgrzyta, w konsekwencji film, jak to mawiają Amerykanie, „nie dostarcza”. Owszem, jest kilka kapitalnych momentów, ale o ciarkach i ekscytacji nie może być mowy.
Zapewne wielu z was pamięta sukces Sin City, gdzie na stanowisku reżysera Robertowi Rodriguezowi pomagał twórca komiksowego pierwowzoru, Frank Miller. Producenci, zachwyceni filmem dali Millerowi wolną rękę, a ten odwdzięczył im się katastrofalnym The Spirit. Złośliwi mogliby stwierdzić, że ze Snyderem wyszło podobnie, ale byłaby to gruba przesada. Owszem, Sucker Punch nijak przystaje do wielokrotnie już przeze mnie wymienianych 300 i Watchmen, ale jest to rzecz jak najbardziej warta obejrzenia, film pełen rozmachu, dobrze brzmiący i ślicznie poskręcany wizualnie. Snyder dostanie trochę po głowie od krytyków, widzów oraz producentów i za dwa lata uderzy ze zdwojoną siłą. Głęboko w to wierzę. 
 
Zwiastun