Transformers 3

Transformers 3

Nie będę ukrywał, że premierą trzecich Transformerów byłem bardzo podekscytowany. Reżyser, Michael Bay, może nie ma najlepszej obiegowej opinii, ale w moich oczach jest on wybitnym specem od rozrywkowego kina. Owszem, jego dzieła nie unikają klisz i obciachu, ale jest to jeden z niewielu ludzi w Hollywood, którzy wiedzą jak poskładać części składowe filmu w jedną, ekscytującą całość. W dodatku niewyobrażalnie dochodową całość. Tego roku ludzie zapłacą bardzo dużo za nienawiść do Baya, gdyż Transformers 3 to jeden z najlepszych filmów w jego dorobku.
Główna oś fabuły jest bliźniacza z tą z "dwójki". Teraz również mamy do czynienia z pradawnym transformerem (choć jest to Autobot), a na Ziemi/Księżycu znajduje się pogrzebana pradawna zła maszyna, która ściągnie na ludzkość zagładę/wieczne cierpienie. Wątek głównego bohatera, Sama (Shia LeBouf), jest za to zupełnie odwrotny. Tym razem nie stara się on za wszelką cenę wieść normalnego życia, a chce coś znaczyć, desperacko zabiega o udział w walce z wrogiem, Decepticonami. Nie ważne jest to, że uratował świat dwa razy, że dostał medal od prezydenta – nikt go nie potrzebuje, nawet jego były samochód-przyjaciel, Bumblebee, jest zajęty akcjami „pokojowymi” na Bliskim Wschodzie i bloku byłych krajów radzieckich.
Huntingtonówna
Oczywiście to Sam w końcu zostaje bohaterem, to jego należy słuchać, to on ma najlepszy „know how”. W jego postaci wydaje się odbijać sam Michael Bay, którego pracy niedoceniano po premierze Zemsty Upadłych. On jednak wszystkim pokaże kto tu jest szefem i kto potrafi zarobić naprawdę grubą kasę. Także inną postać, Simmonsa (John Turturro), można połączyć z reżyserem – w Transfomerach 3 jest on autorem książki opowiadającej o całym zamieszaniu z robotami z kosmosu, jednak opinia publiczna ma ją za stos teorii spiskowych w twardej oprawie. Nie przeszkodziło mu to jednak w zbiciu milionów na jej sprzedaży.
Film zasadniczo dzieli się na dwie części: pierwsza, półtoragodzinna, skupia się na Samie i jego nowej dziewczynie, granej przez Rosie Huntington-Whiteley (z absurdalnie powiększonymi komputerowo ustami). Pełno w niej także bezpośrednich nawiązań do wyścigu kosmicznego lat 50. i 60., który, jak się okazuje, był odpowiedzią na rozbicie się UFO na powierzchni Księżyca. Część ta nie dłuży się, ale trwa zdecydowanie za długo, Bay nie wyciągnął wniosków w tym zakresie po swoim ostatnim filmie. Wszyscy czekają na godzinny finał, epickie starcie Decepticonów i Autobotów w centrum Chicago – na szczęście czekanie to opłaca się wielce.  
Żołnierze
Część pierwszą kończy całkiem niezły twist fabularny, następnie Decepticony przypuszczają małą inwazję na Błękitną Planetę, a widz raczony jest wizualną ucztą tak wystawną, jak tylko Hollywood potrafi najlepiej. Transformers 3 to pierwszy film warty obejrzenia w 3D po Avatarze, a niektóre sceny tak wgniatają w fotel, że mózg zaczyna stukać o czaszkę. Bogactwo efektów specjalnych jest niezrównane, kadry są tak napakowane szczegółami, że jeszcze po kilku seansach będziemy odkrywać coś nowego. Do tego właściwy sytuacji patos i niezawodna jak zwykle muzyka Steve’a Jablonsky’ego.
Mój jedyny zarzut odnośnie strony wizualnej (poza ustami) kieruję do designu samych robotów, który cechuje przesadzony antropomorfizm. Parę z ust i olej-ślinę mogłem jeszcze przełknąć, ale wąsy, włosy i okulary? No co jest?! Kuleje także strona fabularna. Kilkukrotnie biłem się w myślach po twarzy, chcąc ją analizować, gdyż zapominałem, jak bardzo jest ona umowna - bazuje przecież przecież na serii zabawkowej i kreskówkowej.
Zjazd po szybie
Nieco obsceniczny humor, charakterystyczny dla Baya, wbrew obietnicom dalej jest obecny. Na szczęście w znacznie mniejszym stopniu, a sporo  żartów jest autentycznie zabawnych. Aktorzy także wspięli się na wyższy poziom swoich umiejętności, na pochwałę zasługuje pani Huntington, do której byłem uprzedzony i, szczególnie, pan Tudyk, który zaskakuje nietypowym dla filmu wielowymiarowym charakterem, tworzącym wiele zabawnych sytuacji. Nie wiem tylko dlaczego wypowiada on czasami niemieckie kwestie, mając ksywkę „Dutch”, czyli Holender…
Jak więc ocenić ostatnii epizod robociej trylogii? Całościowo nieco odstaje ona od pierwszej części, ale scenami akcji i warstwą wizualną bije ją na głowę! Nawet "dwójka" ze swoim łubudu w Egipcie wymięka – Michael Bay detonuje w Chicago bombę atomową atrakcji. Choć miałem pewien minimalny niedosyt muzyką w scenach finałowych (przez co ucierpiał faktor ciarek na plecach), to po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że muszę zobaczyć film jeszcze raz, gdyż mnie coś ominęło – tak bogaty w szczegóły jest Transformers 3. Polecam wszystkim miłośnikom akcji i piękna, gdyż film ten jest zaiste dziełem sztuki wizualnej. Wszyscy ci, którzy narzekali na poprzednie odsłony trylogii, zdania swojego nie zmienią.
 
Dla fanów ocen - 8,5/10